sobota, marca 23, 2019

"Płynąc ku przeznaczeniu" Weronika Tomala

"Płynąc ku przeznaczeniu" Weronika Tomala
Cześć,

zapraszam Was na recenzję książki "Płynąc ku przeznaczeniu".





Autor: Weronika Tomala
Tytuł: Płynąc ku przeznaczeniu
Wydawnictwo: Dlaczemu

Liczba stron: 300
Data premiery: 21.04.2018
Bohaterowie: Dominika, Kaśka, Weronika, Dawid, Tomek, Adam


Na samym początku książki poznajemy 3 bohaterki, które razem wybierają się na babskie wakacje swojego życia: Dominikę, która jednocześnie jest narratorem, Weronikę oraz Kaśkę. Dziewczyny postanawiają spędzić część przerwy między semestralnej w słonecznej, hiszpańskiej Calelli. Każda z bohaterek Płynąc ku przeznaczeniu jest inna, ale razem doskonale się uzupełniają. Dominika jest osobą cichą, skromną, nie wierzącą w siebie. W domu jej się nigdy nie przelewało i wie, że sama musi na wszystko zapracować. Krótko mówiąc: życie jej nie oszczędzało. Chciałaby wiele, jednak cały czas nie może uwierzyć, że jest wartościową osobą. Jej brak pewności siebie bardzo mocno wpływa na to jak żyje. Weronika jest najbardziej szaloną częścią kobiecego trio, a jednocześnie najlepszą przyjaciółką Dominiki. W przeciwieństwie do niej stara się brać garściami to, co daje los i nie patrzeć na konsekwencje. Nie ukrywa, że związki z mężczyznami zazwyczaj traktuje jako przygodę. A hiszpańskie wakacje mają być jej przygodą życia. O Kaśce dowiadujemy się najmniej. Tak jak Dominika, jest głosem rozsądku, jednak czasami pozwala sobie na spontaniczny wyskok. Jednak potem dręczą ją zazwyczaj wyrzuty sumienia :)
Oprócz dziewczyn w powieści poznajemy 3 chłopaków: Dawida, Tomka i Adama. Wszyscy trzej w Hiszpanii są nie dla wypoczynku, ale dla zarobku. Przyjeżdżają tu uczyć innych pływać. Są Polakami. Dawid jest najbardziej przystojnym, ale jednocześnie niedostępnym mężczyzną z całej trójki. Pomimo, że nigdy nie stronił od kobiet, nie pozwala im się do siebie zbliżyć. Szuka raczej przygód bez zobowiązań, a nie związków. Tomasz wydaje się być głosem rozsądku w tej paczce chociaż skrywa wielką tajemnicę. Pomimo tego, że jest spokojny i zrównoważony potrafi podjąć decyzję pod wpływem chwili. Trzecim chłopakiem z męskiego trio jest Adam. Drugi flirciarz po Dawidzie. Życie traktuje lekko, acz ostrożnie. Przy pierwszym spotkaniu wydaje się być najbardziej przyjacielską i otwartą osobą.
Płynąc ku przeznaczeniu to opowieść o wakacjach trzech dziewczyn. Studentki bardzo się cieszą na ten wyjazd i chcą go jak najlepiej wykorzystać, chociaż każda ma co do niego inne plany :) Podczas pierwszego wieczoru i spontanicznego wyjścia na plażę, dzięki rozrywkowej Weronice dołączają do imprezy przy ognisku, gdzie poznają Dawida, Adama i Tomka. Tak rozpoczyna się ich wspólna, wakacyjna przygoda. Dominice podoba się Dawid, który zwrócił na siebie uwagę chwilę po przyjściu dziewczyn do hotelu. Przewrotny los postanawia ponownie postawić go przed bohaterkami. Zgrywa on jednak twardziela i mężczyznę niedostępnego dla takiej szarej myszki jak Dominika. W dodatku jego dziewczyna Carmen nie pozostawia wątpliwości co do charakteru ich relacji, a także samego mężczyzny. Po takim początku Dominika postanawia uciec do hotelu i za wszelką cenę nie zbliżać się do chłopaka. Jednak nie takie wakacje zaplanował dla niej los. Całkiem inne plany ma Weronika. Dziewczyna nie traci czasu i od razu bierze się za Tomka, który ma być jej wakacyjną przygodą. Niespodziewanie okazuje się on całkowicie inny niż wszystkie jej wcześniejsze podboje. W dodatku uruchamia w dziewczynie uczucia, których nie potrafił uruchomić nikt iny. Jedynie Kaśka nie wpada w sidła amora, jednak dziewczyny postanawiają nad tym popracować. Spotkanie przy ognisku i całonocna impreza to dopiero początek przygód dziewczyn. A warto dodać, że nie kończą się one wraz z końcem wakacyjnego wyjazdu. W książce poznajemy imprezowe możliwości dziewczyn, ale również uczuciowe zdolności chłopców. Autorka pokazuje że nie wszystko jest takie, na jakie może wyglądać na pierwszy rzut oka. Płynąc ku przeznaczeniu to teoretycznie opowieść o wakacjach młodych osób. Jedni ten czas poświęcają na zabawę, a inni na pracę. Jednak to tylko powierzchowny wątek powieści. Autorka kilka razy udowadnia, że warto na różne sytuacje spojrzeć dwa razy, bo nie zawsze pierwsza opinia jest tą prawdziwą. Pokazuje, że ludzie często udają i stwarzają pozory, a sytuacje często konfliktowe można na spokojnie wyjaśnić. Czytelnik z powieści może wynieść to, że warto sięgnąć po głos rozsądku, który tkwi w naszym środku, ale również, że warto być szczerym. Kłamstwa nie doprowadzają do niczego dobrego, a mogą wyrządzić więcej krzywd niż to warte. Dodatkowo rzadko kiedy udaje się utrzymać kłamstwo w 100% w tajemnicy. Większość w końcu wychodzi na jaw. Pani Weronika swoją historią pokazuje, że warto walczyć o przyjaźń oraz o miłość. Warto pokonywać przeszkody i (mimo wszystko) czekać na dobre zakończenie. Warto też otworzyć się na ludzi i uwierzyć w siebie. Bo (jak pokazuje przypadek Dominiki) wiara w siebie ma wielki wpływ na życie jakie prowadzimy.

Moja ocena: 6,5/10. Kończąc książkę czułam się trochę jak po lekturze Miłości szeptem mówionej. Byłam przepełniona różnymi (nawet skrajnymi) emocjami. Jedyne za co jestem wdzięczna autorce, to za umieszczenie epilogu. Bo ta historia zdecydowanie nie mogła się zakończyć na 38 rozdziale. Płynąc ku przeznaczeniu czyta się niezwykle szybko i łatwo. Pani Weronika ma przyjemny styl, dzięki czemu czytanie tej historii jest przyjemnością. Książka jednak posiada też parę wad. Główna bohaterka czasami sprawia wrażenie gimnazjalistki, a nie studentki. Jest bardzo chwiejna emocjonalnie, strasznie wycofana, a do tego (miałam wrażenie), że niezbyt rozgarnięta życiowo. Pozostali bohaterowie są tak bardzo przewidywalni, że to aż czasami bolało. Mimo wszystko całkowicie oddałam się opowieści Dominice i postanowiłam popłynąć ku przeznaczeniu ;)

Podsumowanie: Książkę czyta się na prawdę dobrze. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie swojego ulubionego bohatera. Ja polubiłam Adama, jednak to z Dominiką czułam największą więź. Dlaczego? Może dlatego, że miałam wrażenie, iż strasznie jesteśmy do siebie podobne :) Dla kogo jest ta książka? Dla wszystkich, którzy chcieliby spędzić miło kilka godzin z książką i mają wolny wieczór :)


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Dlaczemu.

piątek, marca 22, 2019

"Kroniki skrzatów" Marbella Atabe

"Kroniki skrzatów"  Marbella Atabe
Cześć,

dzisiaj wpis wyjątkowy. Dlaczego? Zapraszam Was na recenzję 2 książek spod pióra Marbelli Atabe: "Kroniki skrzatów cz. I: Marbella" oraz "Kroniki skrzatów cz. II Szagawarra". Książki miałam możliwość przeczytać dzięki dziewczynom z Papierowy Bluszcz, które zorganizowały BookTour. Recenzje połączyłam, ponieważ ciężko jest opisać, a co dopiero oceniać te książki osobno. Dodatkowo chcę Wam polecić te bajki w ramach kampanii #KOCHANIEprzezCZYTANIE, którą organizuje Magda z Save the magic moment. O samej kampanii kilka słów na samym końcu, a tym czasem zapraszam Was na recenzje :)



Autor: Marbella Atabe
Tytuł: Kroniki skrzatów cz. I: Marbella, cz. II: Szagawarra
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 496 + 404
Data premiery: 2012 oraz 2016

O tym, że są to wyjątkowe książki czytelnik przekonuje się zanim zacznie czytać Kroniki skrzatów. Dlaczego? Książki wydane są na grubszym papierze. Kartki są sztywniejsze, a papier bardziej śliski niż w standardowych powieściach. Dodatkowo oba tomy są urozmaicone pięknymi obrazkami, które wizualizują bohaterów baśni. Zobaczcie sami :)








Jeżeli sam wygląd książek i rysunki nie przekonają rodzica (i dziecka) do poznania Kronik skrzatów zrobi to na pewno sam początek baśni:

"Bladosrebrny pyzaty Księżyc sprawował cichą, nocną wartę. Sprawdzał, czy gwiazdy świecą, te sreberka czasem lubiły poleniuchować... A w baszcie ogromnego, pięknego zamku musiało być widno Zajrzał przez niewielkie okno okrąglaka. Mała dziewczynka spała smacznie, tuląc do siebie pluszowego misia. Teraz jest tutaj pięknie, ale niegdyś... - przypomniał sobie - jeszcze nie tak dawno... - Mała postać poruszyła się, błękitne oczy spojrzały prosto na nocnego jegomościa. Sen uciekł spod powiek. Usiadła, po czym wstała i podeszła do szyby"

A to dopiero początek :) Oba tomy są przepełnione cudownymi, spokojnymi i pięknymi opisami. Autorka świetnie żongluje słowami i opisuje świat, który chce przedstawić czytelnikowi.

"Amelka usłyszała nawet, że cichutko chichocze, i sama zaczęła się śmiać. Gwiazdka przez chwilę się kręciła, a wreszcie usadowiła się na wymoszczonej nocnej poduszce granatowego nieba,...."

Standardowo nie przepadam za opisami, jednak gdy trafiłam na te pisane przez Marbellę Atabę z miejsca się w nich zakochałam. Mało tego! Od razu przed oczami zobaczyłam jak czytam tą baśń Natalii, a po takim opisie razem rozmawiamy.

"Cisza usiadła w małym wygodnym foteliku, oparła lekko głowę na wątłej dłoni i przyglądała się śpiącym. Oddychała tak cicho, że nikt nie był w stanie  wychwycić uchem jej obecności."

W baśni jest mnóstwo momentów, które mogą wydawać się zwykłymi, jednak przy użyciu wyobraźni oraz chęci rozmowy z dzieckiem pozwolą na wywiązanie się ciekawej rozmowy. Bo czyż nie byłoby cudownie zacząć rozmowę o porach roku od poniższego opisu? W dodatku jest to świetny motywator, aby wyjść z domu i w realnym świecie poszukać Wróżki Lasu :)

"Widziałam Wróżkę Lasu w płaszczu koloru złocistych i rudozłotych jesiennych liści. Zmieniła letnią sukienkę. Już jest jesień."

Opowieść przepełniona jest zdrobnieniami i ogromną dawką słodyczy. Na samym początku bardzo mi to przeszkadzało, bo przecież normalne życie i codzienne dialogi w rodzinie tak nie wyglądają! Po chwili jednak uświadomiłam sobie, że dzięki czytaniu baśni razem z dzieckiem w prosty i przystępny sposób możemy przemycić takie zwroty do codziennego życia. Słowo 'matka' zastąpić 'mamusiu' czy 'ojciec' - 'tatusiu'. Słodko prawda? Ale przecież takich słodkich momentów w życiu nie mamy wcale tak wiele, więc dlaczego nie zwiększać ich ilości?

W opowieści autorka przywiązuje też dużą wagę do dobrego zachowania i savoir vivre. Często przeczytamy słowa: proszę, dziękuję, przepraszam. Ale równie często przeczytamy o tym, jak można komuś pomóc oraz, że pomaganie sobie wzajemnie jest bardzo fajnie.

"- Oczywiście panienko. Gdy się przychodzi w gości, to zawsze trzeba przynieść jakiś drobny podarek dla domowników.- Tak? A dlaczego?- Dlatego, że to dobrze świadczy o odwiedzającym, panienko. W ten sposób wyraża się też zadowolenie z zaproszenia i szacunek dla gospodarzy - wyjaśnił"

Mimo, że Kroniki skrzatów niosą ze sobą spore przesłanie, to można w nich trafić również na śmieszne momenty. Przy niektórych na prawdę świetnie się ubawiłam :)

"- Dlaczego nie pożycza się książek? - Z tym czasami też bywają problemy, ale prawdziwy powód jest taki, że litery się wyczytują" 

"Nie bądź taki ciekawy bo będziesz miał za długie rękawy"

"Te "trzebaby", gdybyście nie wiedzieli, to są najzwyczajniej na wiecie rzeczy, które trzeba by zrobić. Tak jak trzeba by - "trzebaby" - posprzątać. "Trzebaby" wynieść niepotrzebny wazon. "Trzebaby" poukładać zabawki. "Trzebaby" pomalować ściany i tak dalej."

O czym są Kroniki skrzatów? To piękna baśń, w której ludzie, skrzaty, olbrzymy i czarodziejki żyją obok siebie, a jednak osobno. Kiedyś w ich świecie panował pokój i wszyscy żyli w harmonii otoczeni wzajemną pomocą, wsparciem i ciepłem. Niestety przewrotny los oraz dosyć duża dawka niedopowiedzeń (a może braku porozumienia) sprawiły, że każda z tych grup zaczęła żyć osobno, samotnie. Wszelkie próby wyjaśnienia sytuacji kończyły się fiaskiem oraz niewyjaśnionymi zniknięciami. Na szczęście do czasu... :) W Kronikach skrzatów pojawia się ktoś (a może kilku ktosiów ;) ), którzy chcą (i mogą!) zmienić obecną sytuację i wrócić do dawnych, spokojnych czasów. Czy im się to uda? O tym dowiedzie się po przeczytaniu książek :)



Moja ocena: 9/10. W książkach zakochałam się od pierwszych chwil. I za ich wydanie, i za język autorki i za samą historię oraz wartości jaka ona niesie za sobą. Od samego początku wiedziałam, że muszę mieć te książki w biblioteczce swojej córki. I za 2-3 lata razem z nią czytać i rozmawiać o losie bohaterów i przewrotnym życiu.

Podsumowanie: Książki polecam każdemu! I temu dużemu i temu małemu :) Z baśnią można spędzić na prawdę  cudowne chwile i wynieść bardzo dużo :)

Jeszcze raz dziękuję autorce oraz dziewczynom z Papierowy Bluszcz za możliwość zapoznania się z tą niesamowitą historią :)





Z recenzją musiałam się trochę wstrzymać, ponieważ bardzo chciałam Wam polecić tę baśń w ramach kampanii #KOCHANIEprzezCZYTANIE. Kampanię organizuje Madzia z Save the magic moment. #KOCHANIEprzezCZYTANIE to kampania społeczna promująca CZYTANIE DZIECIOM, która ma na celu pomóc rodzicom wykształcić w sobie nawyk codziennego czytania dziecku.



wtorek, marca 19, 2019

Mata edukacyjna "Piraci" Canpol Babies - przetestowana

Mata edukacyjna "Piraci" Canpol Babies - przetestowana
Cześć,

w styczniu zgłosiłam się do blogosfery Canpol babies, w ramach której była możliwość zorganizowania konkursu lub przetestowania maty edukacyjnej "Piraci". Bardzo zależało mi na wariancie z testowaniem produktu, ponieważ razem z Natalką miałyśmy już okazję testować karuzelę "Piraci". Szczęście się do Nas uśmiechnęło i w lutym kurier zapukał z matą :) Teraz pora, abym podzieliła się Naszymi spostrzeżeniami i uwagami :)


1. Wykonanie - pierwsze co zauważyłam po otworzeniu opakowania to to, jak mata jest wykonana. To nie jest zwykły kawałek materiału, który kładziemy na podłodze, a dziecko zbiera jej "chłód". Mata jest gruba dzięki czemu dziecko leży/siedzi na miękkim, grubszym posłaniu. Mata ma w środku ocieplinę. Dzięki temu można ją położyć na płytkach czy panelach i nie obawiać się, że maleństwo się zaziębi.



Dodatkowo wierzch maty jest pokryty różnymi materiałami. Znajdziemy plusz (jasnobłękitny kolor),  dzianinę miękką w dotyku (żółty i czerwony kolor oraz fragmenty w paski), a także materiał wodoodporny (ciemnoniebieski kolor, który tworzy kojec). To też bardzo duży plus :)



Pałąki dołączone do maty również są obszyte pluszowym materiałem przez co są bardzo przyjemne w dotyku. Do maty są przyczepiane na zapinki, więc w każdej chwili można je odpiąć.



Cała mata jest porządnie zszyta, a elementy doczepiane (pałąki, zabawki) mają dobre wzmocnienia. To co również jest plusem, to fakt, że w środku maty jest 6 kółeczek, które tworzą całość z matą. Jedynymi elementami, które można doczepić to pałąki i zabawki na nich. Dzięki takiemu rozwiązaniu elementy maty się nie pogubią :)




2. Funkcje - mata może służyć do zabawy, ale również do stymulowania rozwoju. Dlaczego? Różnorodność materiału oraz efekty dźwiękowe (szeleszczenie, grzechotanie, czy granie muzyki) sprawiają, że dziecko chętnie sprawdza co się zadzieje z danym elementem. Samo może w łatwy sposób uruchomić muzyczkę czy zaszeleścić materiałem - wystarczy, że zacznie bawić się jednym z wszytych kółek. Elementy maty stymulują zmysł słuchu, dotyku oraz wzroku.








Dodatkowo "Piraci" rozwijają koordynację ruchowo - słuchową. Dziecko uczy się, że może się poruszyć lub dotknąć danego elementu i usłyszy dźwięk. To co ważne wszystkie te opcje znajdują się na macie, więc są dostępne i dla miesięcznego maluszka i dla starszego maleństwa. Na pałąkach umieszczone są 3 pluszowe oraz 2 plastikowe zabawki, dzięki czemu dziecko może rozwijać koordynację oko-ręka na zasadzie: jak dotknę to coś się zadzieje. Te zabawki najbardziej spodobały się Natalii :)





Mata ma również funkcję kojca. Jednak należy pamiętać, że nie jest to kojec, który zatrzyma dziecko. Kojec ma tu raczej symboliczne znaczenie i służy głównie temu, aby dziecko przewracając się po macie nie spadło z niej i nie uderzyło się głową o podłogę. Super zabezpieczenie!






Mata ma wszyte 6 kółeczek (pisałam już o nich wcześniej): jedno grające muzyczką (wystarczy delikatnie dotknąć), jedno lustereczko, jedno szeleszczące, jedno grzechoczące i 2 "trąbiące". To one głównie wpływają na stymulację dziecka, o której wcześniej pisałam. Zabawki znajdujące się na pałąkach również stymulują maleństwo. Są na tyle ciekawe, że Natalia zaczęła do nich wyciągać ręce (do innych zabawek nie chciała).





3. Wygląd - mata "Piraci" ma piękne, kolorowe i żywe kolory. Jest stworzona na wzór kontrastów, dzięki czemu jej wizerunek się nie zlewa i nie jest monotonny.



Mata jest puchowa, wypełniona w środku dzięki czemu nie stwarza pozorów zwykłego materiału, a porządnej zabawki. Dodatkowo nie jest przekombinowana - ma w sobie tylko zabawek ile potrzeba dla zaciekawienia dziecka, ale nie za dużo. Ja w niej się zakochałam od pierwszego momentu :)


4. Wytrzymałość - matę sumiennie wykorzystywałyśmy przez cały miesiąc. Natalia na niej leżała, siedziała, a także na nią wchodziła z paneli.

Również łapiąc za pałąki próbowała ją przesuwać. Nic się z nią nie stało - nadal wygląda jak nowa zabawka. To mnie tym bardziej utwierdziło w przekonaniu, że jest porządnie wykonana i będzie służyć nie miesiąc, a przynajmniej kilka.



PLUSY:
- bardzo miękki i wygodny materiał
- różnorodne kolory i faktura
- ilość zabawek dokładnie taka, aby zainteresować, ale nie przytłoczyć maleństwa
- jest dobra i dla niemowlaka i dla starszego dziecka


MINUSY:
- czyszczenie maty - ze względu na wszyte elementy matę należy czyścić wilgotną szmatką - nie można pójść na prościznę i prać jej w pralce


Czym różni się mata "Piraci" od innych mat?
Piraci są drugą matą, którą mamy przyjemność używać. Pierwszą matę mamy z innej firmy. Przyznam szczerze, że młoda z pierwszej maty niewiele korzystała. Z zabawek, które są na pałąkach oraz z zabawek przyczepionych do samej maty prawie w ogóle. Kompletnie jej nie interesowała. Jak trochę podrosła (ok. 6 miesiąca) zaczęła się siłować z tą matą i ją przesuwać. To była jedyna jej zabawa. Zaczęłam się wtedy zastanawiać po co właściwie dziecku mata i dlaczego one robią taką furrorę. Dopiero jak dostałam matę Piraci zrozumiałam jej fenomen.



Czym różnią się te maty? Piraci są o wiele grubsze, przez co dziecko nie leży na samej podłodze, a ma miękkie "posłanie". Dodatkowo kojec jest również stabilniejszy. W Piratach dziecko się nie nudzi - ma do wyboru: pluszaki, grzechotki czy muzyczkę. W macie Kinderkraft wszystkie dodatkowe opcje były poukrywane w zabawkach, do których nie zawsze dziecko dosięgnie. Mata Piraci jest niewątpliwie porządną, solidną matą która nie tylko zaciekawi dziecko, ale również rozwinie kilka jego umiejętności.

Czy warto zainwestować w matę edukacyjną "Piraci"?
Zdecydowanie tak. Nie jest to najtańsza mata (ok. 210 zł według ceneo), ale na prawdę warto. Moja 10 miesięczna córka chętnie z niej korzysta. Zaczęła wyciągać rączki do zabawek przymocowanych do pałąków. Mata służy jej nie tylko podczas leżenia, ale również gdy siedzi. Wiem, że ta zabawka będzie cieszyć się jej uwagą dłużej niż miesiąc.



A czy Wy korzystaliście kiedyś z tej maty?
A może korzystacie z innych mat? Podzielcie się swoimi opiniami! :) 


Za możliwość przetestowania maty "Piraci" dziękuję Canpol Babies

poniedziałek, marca 18, 2019

"Książki przez które zginiesz" Jan Szymański

"Książki przez które zginiesz" Jan Szymański
Cześć,

dzisiaj zapraszam na recenzję książki o dosyć intrygującym tytule. "Książki przez które zginiesz" jest napisana przez Jana Szymańskiego. Czy są książki, przez które można zginąć? A może są jakieś tytuły, które niosą za sobą nieszczęście? Sami zobaczcie! :)



Autor: Jan Szymański
Tytuł: Książki przez które zginiesz
Wydawnictwo: Po godzinach 
Liczba stron: 294
Data premiery: 17.05.2018
Bohaterowie: Paweł, Annie, Jorge



W Książkach, przez które zginiesz autor zabiera Nas na wycieczkę po różnych miejscach Północnej Ameryki. Razem z bohaterami znajdziemy się w Meksyku, Hondurasie czy Gwatemali. Jednak poznamy je nie od strony turystyki, a od strony archeologii oraz złodziei. Jeżeli liczysz na barwne opisy miejsc, które można odwiedzić, to tego tutaj nie znajdziesz. W tej książce autor tylko czasami wspomina o wartych zobaczenia ruinach, miejscach wykopalisk archeologicznych oraz miejscach, w których grasują złodzieje. Wspomniane miejscowości są miejscami, w których bohaterowie nocują, przeżywają przygody czy po prostu przez nie przejeżdżają.

Głównymi bohaterami książki są: Paweł (Polak), Annie (Australijka) oraz Jorge (po ojcu Meksykanin, po matce Salwadorczyk). Paweł jest archeologiem, który na co dzień wykłada na uniwersytecie, jednak kilka razy w roku zgłasza się do prac przy wykopaliskach archeologicznych. Dla osób postronnych jest cichy i zamknięty, jednak w jego głowie często toczą się rozmowy i przepychanki słowne między Obserwatorem, Filozofem oraz Szydercą. Drugą bohaterką jest Annie. Młoda kobieta, która jak tylko może zwiedza świat i odkrywa na własną rękę różne, ciekawe kraje. Uwielbia przygody, a zawodowo zajmuje się pilotowaniem samolotów (przynajmniej dopóki nie będzie zmuszona do przejęcia firmy ojca). Próbuje być niezależna i nie przyznawać się do rodzinnego "bogactwa". Jorge natomiast od dziecka żyje na ulicach Hondurasu. Dzięki swojej zwinności, szybkości oraz niestandardowej urodzie stał się mistrzem w swoim fachu (jest złodziejem). Jako jeden z nielicznych nie należy do żadnej szajki i działa sam, przez co często wpada w tarapaty.

Książki przez które zginiesz to dwie historie, które w najmniej spodziewanym momencie łączą się ze sobą. Autor na przemiennie opowiada historię Annie i Pawła (którzy poznają się przypadkiem w hostelowym pokoju), z historią Jorge'a (którego poznajemy, gdy kilku osiłków próbuje go złapać). Annie zafascynowana jest wiedzą i znajomością Meksyku przez Pawła, przez co chętnie chce z nim spędzić czas i poznać fascynujące ją miasto nie od strony poradników, a od strony tubylców. Paweł na miejsce przyjechał kilka dni przed rozpoczęciem prac archeologicznych. Figlarny los splata ze sobą tych dwoje i za sprawą dziwnej magii nie pozwala im się rozstać. Paweł rezygnuje ze swych planów i postanawia pokazać Annie miejsca, w których pracował, natomiast kobieta postanawia mu zaufać i całkowicie oddać się w jego ręce. Oboje wiedzą czym różni się podróżnik od turysty i cieszą się, że należą do tej "poważniejszej" grupy. Ich wycieczka zmienia się jednak w ciągłe pasmo niespodziewanych wydarzeń. Najpierw podsłuchana rozmowa szajki złodziei, potem próba odnalezienia zrabowanej świątyni, aż w końcu... spotkanie Jorge'a i eskortujących go bandytów. W tle tej historii autor opowiada o życiu i wydarzeniach jakie spotkały złodzieja. O jego spektakularnych umiejętnościach, próbach ucieczki, aż w końcu o jego domniemanym pochodzeniu.

W powieści tej czytelnik nie powinien szukać drugiego dna. Co prawda są wątki, które (gdyby autor je rozwinął) mogłyby stanowić jakieś większe przesłanie jak np. czy warto ryzykować dla przyjaźni/miłości, czy życie każdego człowieka jest tak samo ważne lub czy ludzie się zmieniają. Jednak zostały one tak mocno ukryte i tak mało opisane, że po Książkach przez które zginiesz człowiek nie zostaje pozostawiony z refleksją nad nimi.





Moja ocena: 6/10. Zacznę może od okładki i tytułu. Intrygujące. Zadające pytanie i rozbudzające ciekawość. To na pewno. Niestety, gdy wejdzie się w środek historii można zapomnieć o tytułowych książkach i okładkowej czaszce. Oczywiście pojawiają się one w historii, ale jak dla mnie grają drugo-, a może nawet trzecioplanową rolę. Szkoda, że autor nie rozwinął tych wątków i nie zbudował wokół nich większego napięcia. Czuję się przez to trochę rozczarowana. Sama opisywana historia jest ciekawa i nawet potrafi czasami wciągnąć czytelnika w swój świat. Jednak są to sporadyczne momenty. Styl autora  nie należy do tych pospolitych. Mimo, że wydłuża to czas czytania, uważam to za plus - czytelnik dzięki temu może się dłużej delektować książką :) Książka i historia nie jest zła, jednak tytuł sprawił, że moje oczekiwania były bardzo wygórowane, a rzeczywistość okazała się jak zwykle - przeciętna.



Podsumowanie: Dla kogo jest ta książka? Dla osób lubiących historie, które dzieją się w Ameryce Północnej. Dla osób, które lubią zagadki oraz zbiegi różnych okoliczności :) Ale przede wszystkim dla osób, które szukają czegoś innego niż ogólnodostępne "masówki". Osobiście uważam, że książkę najlepiej podsumował sam autor. Sami zobaczcie:







Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Po godzinach


poniedziałek, marca 18, 2019

Konkurs Canpol Babies - zestaw Jungle

Cześć,

na dobry początek tygodnia zapraszam Was na kolejny konkurs, który mogę organizować dzięki Blogosferze Canpol Babies. W tym konkursie nagrodą będzie zestaw Jungle:




 Uwaga! Wygrywają aż 2 osoby!

Co trzeba zrobić, aby wygrać zestaw? Ponownie mam dla Was kreatywne zadanie :) 

Niedługo zbliża się Wielkanoc. Podziel się swoimi pomysłami w jaki sposób można zaangażować malucha do przygotowań? Jakie ozdoby można wykonać razem w domu? 

Liczę na kreatywne i rozwojowe pomysły :) 

Zgłaszać możecie się na 2 sposoby:
- prześlij wiadomością mailową na adres: mamma.pchela@gmail.com
- w komentarzu pod postem na FB

Czas zgłoszeń: 18.03.2019 - 01.04.2019
Wyniki: do 03.04.2019

Będzie mi miło, jeśli:
1. Polubisz fanpage Mamma Pcheła i Canpol Babies
2. Polubisz i udostępnisz post konkursowy na Facebooku
3. Zaprosisz do zabawy 3 osoby
Przystąpienie do konkursu jest równoznaczne z zaakceptowaniem regulaminu konkursu.

Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga i fanpage Mamma Pcheła, a sponsorem jest Canpol Babies.
2. Konkurs trwa od 18.03.2019 do 01.04.2019
3. Udział w konkursie jest dobrowolny
4. Uczestnik przystępując do konkursu akceptuje w całości treść regulaminu i zobowiązuje się do jego przestrzegania.
5. Nagrodą w konkursie są 2 zestawy Jungle - jeden zestaw dla jednego zwycięzcy. 
6. W konkursie zostanie wyłonionych 2 zwycięzców. Zwycięzców wybiera organizator konkursu.
7. Wyniki zostaną ogłoszone do 03.04.2019 i umieszczone będą na blogu w tym wpisie.
8. Zwycięzca ma obowiązek zgłosić się do organizatora w ciągu 3 dni od opublikowania wyników konkursu w celu podania danych adresowych do wysyłki. W innym wypadku zostanie wybrany nowy zwycięzca. Dane należy wysłać na adres: mamma.pchela@gmail.com Potrzebne dane to: imię, nazwisko, adres do wysyłki, numer telefonu oraz adres mailowy.
9. Konkurs nie jest w żaden sposób sponsorowany, popierany ani przeprowadzany przez serwis Facebook ani z nim związany. Serwis Facebook jest w pełni zwolniony z odpowiedzialności
10. Nagroda jest wysyłana przez sponsora konkursu. Wysyłka odbywa się jedynie na terenie kraju na koszt sponsora. Organizator konkursu nie odpowiada za termin oraz stan nadesłanej nagrody.
11. Uczestnik konkursu wyraża zgodę na przetwarzanie przez Organizatora oraz firmę Canpol I Sp. Z o. o. SKO ich danych osobowych na potrzeby organizacji konkursu i wysyłki nagród. Dane uzyskane w związku z organizacją konkursu będą wykorzystywane zgodnie z Ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych
12. Dane osobowe będą przetwarzane jedynie w celu rozstrzygnięcia konkursu i dostarczenia nagrody. Po tym czasie dane nie będą przetwarzane.
13. Konkurs nie jest loterią promocyjną w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt. 9 Ustawy o grach i zakładach wzajemnych z dnia 28.07.1992 r. i nie podlega regułom zawartym w ww. ustawie, rozporządzeniach wykonawczych do tej ustawy
14. Organizator ma prawo zmieniać warunki regulaminu przed wcześniejszym poinformowaniu Uczestników o dokonanej zmianie. 
15. Uczestnik przystępując do konkursu wyraża zgodę na upublicznienie jego pracy konkursowej, a także do jej wykorzystania w przyszłości przez organizatora. 




Zapraszam do wzięła udziału w konkursie i każdemu życzę powodzenia :)



Wyniki


Serdecznie gratuluję Patrycja Iwanicka oraz Monika M. Dziewczyny prześlijcie mi na maila dane niezbędne do wysłania nagrody :) 

Wygrane prace:

"Mój syn będzie miał w tym roku 4 lata. W czasie jego pierwszych Świąt Wielkanocnych miał 6 miesięcy. Jesteśmy sentymentalną rodziną i wpadłam wtedy na pomysł. 
W Wielką Sobotę pomalowaliśmy rączkę syna farbą, odrysowaliśmy ją na kartce A3 (w bloku technicznym z twardymi kartkami) Mąż naszkicował jajko-ręka była w środku. Delilatnie je ozdobił i podpisał. Tak powstała nasza pierwsza wspólna ozdoba świąteczna. Każdego roku w Wielką Sobotę powtarzaliśmy naszą zabawę. Aktualnie mamy takie 3 pisanki. Synek bardzo lubi oglądać nasz album i już się nie może doczekać kolejnego odbijania rączki. A w tym roku dojdzie kolejna rączka-nowy album. Będą to pierwsze Święta Wielkanocne naszej córki.
Jeżeli chodzi o inne przygotowania to robimy z synkiem wiele ozdób:kurczaczki z rolek po papierze toaletowym, ozdabiamy styropianowe pisanki itp.
Razem myślimy nad tym co będziemy w Święta gotować. Każdy podaje swoje dwa typy i tak robimy nasze menu. Gotowanie-wspólne gotowanie to podstawa. Syn bardzo chętnie uczestniczy podczas przygotowywania posiłków. Przyznam, że jest przy tym sporo śmiechu i bałaganu. Jest to pyszna zabawa.
Sprzątamy zawsze razem, bierzemy ściereczki i wycieramy kurze. Myjemy podłogi, segregujemy zabawki i te niepotrzebne wywozimy do domu samotnej matki.
Jest u nas jeszcze taka Świąteczna tradycja. Wieczorem w Wielką Sobotę gdy już uporamy się ze sprzątaniem i gotowaniem oglądamy teatrzyk kukiełkowy. I tutaj zabłysnąć musi mój mąż bo to on odgrywa historie o króliczku co pogubił świąteczne pisanki. Jemy wtedy ciasto, które wcześniej upiekliśmy, przytulamy się i śmiejemy. Kładziemy się spać wcześniej niż zawsze by wstać na Rezurekcje."

"Przygotowania do świąt to głównie pieczenie, gotowanie, przygotowywanie ozdób świątecznych, ale to także porządki. Mój maluszek zdecydowanie to uwielbia to ostatnie (oczywiście sprząta 'po swojemu'). Dzieci uwielbiają różnego rodzaju ściereczki, zwłaszcza jak są z różnych materiałów i o różnych fakturach i kolorach, wówczas dostarczają dodatkowych wrażeń sensorycznych dziecku. U mnie wystarczyło, że maluszek podejrzał jak sprzątam, dostał swoją ściereczkę i również przeciera nią... niemal wszystko. Czuje się przy tym bardzo potrzebny i zaangażowany w prace domowe, a ja w tym czasie mam możliwość posprzątać.
Nasz maluszek jest jeszcze zbyt mały, żeby brać czynny udział w kuchennych przygotowanych do świąt, takich jak pieczenie czy gotowanie, ale w takich sytuacjach świetnie sprawdzają się plastikowe owoce, które w połowie połączone są rzepami i za pomocą plastikowego nożyka o zaokrąglonych brzegach można przecinać je na dwie połówki. Dziecko ma świetną zabawę w kuchni, a wie że wykonuje to co mama i czuje swój udział w pracach kuchennych.
Jeśli chodzi o wykonywanie ozdób świątecznych wraz z dzieckiem to tu ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. Oczywiście nasze pomysły trzeba dostosować do wielu i możliwości dziecka, ale wszelkiego rodzaju malowanie i ozdabianie jajek jest ciekawym doświadczeniem dla dziecka, zwłaszcza jeśli dotychczas malowało tylko na kartce. Polecam także wszelkiego rodzaju wyklejanki i wydzieranki, robienie świątecznych kurczaczków czy baranków z talerzy jednorazowych, rolek po papierze toaletowym czy ręczniku papierowym, a także ozdabianie jednorazowych łyżek i widelców (robienie z nich pacynek, a następnie zabawa w teatr). Jeśli ktoś lubi sensoplastykę w domu to polecam zrobić kolorową ryżolinę (ryż ugotowany z dodatkiem barwnika spożywczego), a następnie można wspaniale bawić się kolorowym ryżem i lepić z niego jajka wielkanocne lub wyklejać nim (np za pomocą kisielu) jajka narysowane na kartce. U  nas zabawa ryżoliną zajmuje około pół dnia."


poniedziałek, marca 11, 2019

Bebilon 2 z Pronutra - Advance - przetestowany

Bebilon 2 z Pronutra - Advance - przetestowany
Cześć

jeżeli śledzisz Nas na facebook'u to wiesz, że od miesiąca razem z Natalią mamy możliwość testowania mleka następnego Bebilon 2 z Pronutra - Advance. Zestaw ambasadorski, który otrzymałyśmy składał się z dużego opakowania mleka oraz z 2 próbek, które przekazałyśmy znajomym.



Jak przebiegało Nasze testowanie?
Co sądzimy o tym mleku?
Czy możemy je polecić?


1. Opakowanie - mleko Bebilon 2 jest zapakowane w plastikowe opakowanie. Pudełko można otworzyć i zamknąć jedną ręką (na szczęście!). Dodatkowo pod wieczkiem jest miejsce na łyżeczkę - rewelacyjna opcja! Chociaż przyznam, że gdyby nie wpis na innym blogu nie wiedziałabym o tej skrytce. Szkoda, że łyżeczka nie jest przymocowana w ten sposób od samego początku - po pierwszym otworzeniu pudełka łyżeczkę trzeba wygrzebywać z proszku. Wcześniej miałam do czynienia z mlekiem, które było pakowane w zwykły karton. W środku były 2 folie z proszkiem. Niestety folie nie miały zamknięcia, przez co musiałam je zawiązywać gumką. Dodatkowo jeden róg pudełka ma plastikowy ogranicznik, który pomaga pozbyć się nadmiaru proszku z łyżeczki, dzięki czemu rodzic jest w stanie nabrać idealną porcję mleka (płaska łyżeczka). Opakowanie Bebilon oceniam na 5/5 :) 




2. Skład - producent chwali się udoskonaloną, opatentowaną formułą nowej generacji. Jest to jedyna formuła z Pronutra - advance, która łączy kompozycję składników z zaawansowanym procesem. Mleko to zawiera witaminy A, C i D oraz DHA/ALA (czyli to co przepisy prawa regulują i każde mleko powinno zawierać). Dodatkowo w mleku są oligosacharydy GOS/FOS, które są inspirowane oligosacharydami występującymi w mleku matki. Ponieważ takie informacje niewiele mi mówią postanowiłam sprawdzić, na ile w praktyce ten skład różni się od składu innego mleka. Skład porównałam z innym mlekiem, które posiadam w domu. Bebilon 2 ma więcej DHA oraz olei rybnych. Niestety ma w sobie również olej palmowy za co wielki minus :( Plusem natomiast jest prostota składu. producent nie ukrywa składu za skomplikowanymi nazwami, a podaje ich nazwę wprost. Przykład: zamiast: palmitynian retinylu, jest: witamina A. Niestety przy wartości energetycznej, którą podał producent na opakowanie nie wszystkie się sumują. Przykład: tłuszcze są podane jako 3,1g. W tym kwasy nasycone: 1,4g. pozostałych 1,7g brak. Jeśli chodzi o witaminy, to ma o wiele więcej witaminy K (6,2 vs 5,1) natomiast mniej innych witamin (A, D, E, C). Ma za to więcej kwasu foliowego i wit. B12. Ma kwas arachidonowy (AA), kwas dokozaheksaenowy (DHA), Nukleotydy oraz GOS/FOS, których nie ma mleko, z którym porównuję.  Pozostałe składniki są w takiej samej gramaturze lub niewiele się różnią. Ciężko mi ocenić skład mleka, tym bardziej, że nie mam wiedzy fachowej na ten temat. Mogę jedynie napisać, że cieszy mnie duża ilość wit. K, natomiast smuci mniejsza ilość pozostałych witamin oraz olej palmowy w składzie. Ocena: 4/5




3. Smak i zapach - mleko modyfikowane zazwyczaj kojarzy mi się z kiepskim smakiem oraz bardzo specyficznym zapachem. Bebilon 2 bardzo przyjemnie mnie zaskoczył jeśli chodzi o te walory. Po wcześniejszym mleku (którego ja nie mogłam przełknąć, więc co dopiero dziecko), słodkawy smak był przyjemną odmianą :) Również zapach nie odstrasza - jest bardzo delikatny. To są zdecydowanie moje klimaty :) Ocena: 5/5

4. Wykorzystanie i przygotowanie mleka - mleko można wykorzystywać jako osobny posiłek (zgodnie z tabelą żywienia) lub jako bazę do kaszki/kleiku. My próbowaliśmy obu wersji (czyste mleko oraz do kaszki). W obu przypadkach przygotowanie posiłku było bardzo proste i szybkie (czyli jak przy większości mlek następnych). Ocena: 5/5



Podsumowując: 19/20 - jesteśmy zadowoleni z mleka Bebilon 2 :)


Jak przebiegało Nasze testowanie?
Od razu po otrzymaniu zestawu ambasadorki poleciałam do kuchni przygotować Natalii pierwszą butle :) Pełna zapału, radości i nadziei odpakowałam nowe butelki od Canpol Babies i wzięłam się za przygotowanie. Przed podaniem córce butli sama spróbowałam mleka i tu nastąpiło pierwsze pozytywne zaskoczenie - mleko było dobre - smakowało mi :) Byłam pewna, że Natalia w końcu przestawi się na butlę. Niestety, jak to mówią: nadzieja matką głupich - młoda wzięła łyk, a potem zaczęła kręcić głową. No trudno... nie poddałam się po pierwszej próbie. Spróbowałam drugi, trzeci, czwarty i dziesiąty raz. Niestety - cały czas z tym samym rezultatem. Z całej butli młoda bierze łyka i więcej nie chce. Nie ważne, czy mleko ciepłe czy zimne, czy podane w butelce czy w kubku. Nie chce i kropka :( W takiej sytuacji postanowiłam przemycić mleko w kaszce ryżowej. I to się udało :) Kaszka zrobiona na mleku została zjedzona :)




Co sądzimy o tym mleku?
Właściwie to mogę wypowiedzieć się jedynie w swoim imieniu. Mleko jest w funkcjonalnym, praktycznym i higienicznym opakowaniu. Zapach mleka jest bardzo neutralny, a smak słodkawy. Myślę, że dla butelkopijców Bebilon 2 jest smacznym mlekiem :)

Czy możemy je polecić?
Ciężko jest Nam cokolwiek polecać, skoro w praktyce niewiele Natalia wypiła. Nie mniej po tych mikroilościach żadnych alergii i niestrawności nie miała. Ja jako matka mogę jedynie napisać, że smak i zapach mleka zaskoczył mnie pozytywnie.



Czy ktoś z Was używa tego mleka?
Jak Wasze dzieci na nie reagują? 





Copyright © 2016 Mamma pcheła , Blogger