piątek, sierpnia 30, 2019

"Sekret pustej książki" Marta Kucharz

"Sekret pustej książki" Marta Kucharz
Cześć,

i przyszedł czas na kolejną książeczkę od wydawnictwa Skrzat. Tym razem zapraszam Was na recenzję książki Marty Kucharz o dosyć intrygującym tytule: "Sekret pustej książki". Czy książka może być pusta? O co w tym wszystkim chodzi? Zobaczcie sami :)


Zarys fabuły

Hania wraz z rodzicami zmienia miejsce zamieszkania. Nie jest z tego powodu zadowolona: musiała zostawić swoich przyjaciół, kolegów z klasy, swoją szkołę. Boi się, czy odnajdzie się w nowym otoczeniu i czy w klasie będzie lubianą i popularną uczennicą. W dodatku okazuje się, że w nowym domu ma samych nudnych sąsiadów: staruszkę Widmo oraz okularnicę Nudziarę. Na domiar złego wraz z pokojem otrzymuje... biblioteczkę książek, których nienawidzi. Czy może być coś jeszcze gorszego? Czy pierwsze oceny wydawane przez Hanię się sprawdzą?


Bohaterowie

Hania - dziewczynka, która lubi mieć wszystko dostosowane do siebie. Szybko dokonuje ocen innych ludzi i miejsc. Najchętniej wolny czas spędzałaby leżąc i nic nie robiąc. Ze względu na przeprowadzkę wpadła w smutny nastrój, z którego nie potrafi się wydostać.

Aurelia - równolatka i sąsiadka Hani. Dziewczynka, która ze względu na swój wygląd i okulary nie jest zbyt popularna. Dodatkowo jej uwielbienie i przywiązanie do książek jest niezrozumiałe przez kolegów z klasy przez co musiała zmienić szkołę. Wolny czas spędza ze swoim kotem oraz ulubionymi książkami, dzięki którym poznaje świat i poszerza swoją wiedzę.




Moje przemyślenia

Sekret pustej książki to cudowna historia dziecięcej przyjaźni. Opowieść zarówna śmieszna, jak i pouczająca. Wszystko zaczyna się od pochopnych ocen Hani, która wraz z czasem musiała dokonać zmian w swoich osądach. Historia, którą napisała Pani Marta pokazuje dzieciom, jak bardzo pochopne oceny i osądy mogą być nieprawdziwe i krzywdzące. Młodzi czytelnicy dowiadują się również jak wiele rzeczy, które na pierwszy rzut oka są nieciekawe mogą być bardzo wartościowe.
Oprócz ciekawej opowieści w książce znajdziemy również przepiękne ilustracje, które wykonała Elżbieta Moyski. Już same one zachęcają do otworzenia książki i poznania historii Hani i Aurelii.

Moja ocena

9/10 - Sekret pustej książki to strzał w 10 dla młodego czytelnika. Historia, którą opowiada Pani Marta jest ciekawa i wciągająca. Ciągłe zwroty akcji nie pozwalają młodemu czytelnikowi się nudzić. Dodatkowo wydanie książki jest na najwyższym poziomie. Czytelnik otrzymuje książkę w twardej oprawie z mnóstwem kolorowych ilustracji. Już sama szata graficzna sprawi, że dzieci chętnie będą sięgać po dzieło Pani Marty Kucharz.




Podsumowanie

Wydawnictwo książkę przeznacza dla dzieci od lat 5. I myślę, że to bardzo dobry wiek :) Co prawda zazwyczaj takie maluchy nie potrafią jeszcze czytać, ale dzięki temu będą mogły przyjemnie spędzić czas z rodzicami :) Przygody Hani i Aurelki są na tyle wciągające, że książka na pewno będzie często używana :)


Autor: Marta Kucharz
Tytuł: Sekret pustej książki
Wydawnictwo: Skrzat
Liczba stron: 104
Premiera: 2019
Bohaterowie: Aurelia, Hania


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Skrzat oraz Dominice Smoleń. 





piątek, sierpnia 30, 2019

"Nieposłuch i inne nicponie" Jarosław Cieśla

"Nieposłuch i inne nicponie" Jarosław Cieśla
Cześć,

zapraszam Was na recenzję kolejnej dziecięcej książeczki od wydawnictwa Skrzat. Tym razem udamy się w podróż do świata Nieposłucha. Skąd taka nazwa i o co w ogóle chodzi? Zaraz sami się przekonacie :)


Zarys fabuły


Nieposłuch i inne nicponie to opowieść o przygodach Zuzanki oraz pewnego Nieposłucha. Okazuje się, że główna bohaterka jako jedyna potrafiła wykorzystać niesforną naturę stworka i sprawić, aby zrobił coś dobrego. Dzięki tej parze bohaterów możemy udać się w wcale nie tak odległy świat, gdzie głównymi wartościami jest przyjaźń, wzajemne wsparcie i pomoc. Poznamy też innych nicponi: rozbójników, leniuchów oraz psotników. Jak sobie z nimi poradzi Zuzanka? Czy znajdzie sposób na ich ujarzmienie? I kim tak na prawdę jest Nieposłuch? O tym możecie przekonać się jedynie z lektury :) 

Bohaterowie


Zuzanka - rezolutna młoda dziewczynka, która wychowywana jest w dosyć biednej, ale szczęśliwej rodzinie. Wszyscy mogą na siebie liczyć i chętnie sobie pomagają. Zuzia jest dziewczynką, która zawsze chętnie służy pomocą, jednak bywają dni, w których i ją dopada kiepski nastrój. Co się wtedy dzieje? Jak sobie z nim radzi?

Nieposłuch - brązowy, włochaty stworek, który kryje się w lesie. Jego ulubionym zajęciem jest dokuczanie innym i robienie im na przekór. To właśnie od jego zachowania wzięła się jego nazwa. Okazuje się jednak, że nawet nie słuchając innych można zrobić coś dobrego, a tym samym... odmienić swój los.


Moje przemyślenia


Pan Jarosław w swojej książeczce opisuje bardzo ciekawe (i śmieszne) przygody Zuzanki i Nieposłucha. Jednocześnie pokazuje najmłodszym, jak ważna jest przyjaźń i wzajemna pomoc. Młody czytelnik może zauważyć, że dzięki tym dwóm wartościom ludziom żyje się lepiej, prościej i łatwiej. Może również zauważyć, że to dzięki wzajemnej pracy i pomocy można osiągnąć więcej.
Nieposłuch i inne nicponie to również opowieść o tym jak łatwo można ocenić innych, i jak niewiele potrzeba do ich zmiany. Czasami wystarczy dobre słowo czy gest, aby niesforny i niegrzeczny stworek przemienił się w... no właśnie :) O tym dowiecie się z książeczki :)



Moja ocena


7/10 - Nieposłuch i inne nicponie to dosyć ciekawa książeczka dla najmłodszych czytelników. Dzięki dużej czcionce nawet dzieci, które dopiero zaczynają uczyć się czytać, będą w stanie samodzielnie ją przeczytać. Autor książkę podzielił na rozdziały, z czego każdy opowiada inną historię i przygody. Oprócz pierwszego rozdziału (w którym poznajemy głównych bohaterów) śmiało można czytać historie w dowolnej kolejności.
To co mnie zasmuciło to forma wydania: zostałam przyzwyczajona, że książki z wydawnictwa Skrzat są zawsze pięknie wydane i dostosowane do wieku dziecka. Tym razem książeczka jest w miękkiej oprawie, kartki są w odcieniu żółtego, a ilustracje nie przyciągają wzroku najmłodszych. Mimo dużej czcionki może zdarzyć się tak, że dziecko nie do końca będzie chciało sięgnąć po tę historię, ponieważ sam wygląd wizualny nie wzbudzi ciekawości najmłodszych.


Podsumowanie


To kolejna książka, którą czytało mi się szybko, i którą chętnie będę gościć na półkach mojej biblioteczki. Nieposłuch będzie musiał jednak trochę zaczekać na swoją kolej, jeśli chodzi o Natalię :) Wydawnictwo tę książkę kieruje dla dzieci od 5 roku życia. Czy to odpowiedni wiek? Myślę, że tak, ale pod warunkiem, że historie będą czytane i wyjaśniane przez rodziców. Trzeba też wziąć pod uwagę, że tak małe dzieci mogą zechcieć upodobnić się do Nieposłucha ;)




Autor: Jarosław Cieśla
Tytuł: Nieposłuch i inne nicponie
Wydawnictwo: Skrzat
Premiera: 2019
Liczba stron: 72
Bohaterowie: Zuzanka, Nieposłuch


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Skrzat oraz Dominice Smoleń. 
 




wtorek, sierpnia 27, 2019

"Rozdroża" Augusta Docher

"Rozdroża" Augusta Docher
Cześć,

14.08.2019 roku premierę miała książka Augusty Docher: Rozdroża. Jest to pierwszy polski fanfic oparty na klasycznym romansie. Autorka swoją historię oparła na motywach powieści Charlotte Brontë "Dziwne losy Jane Eyre". Parę lat temu zaczytywałam się w fanficach, ale całkowicie innego gatunku, dlatego bardzo chętnie sięgnęłam po Rozdroża. Czy warto? Sami zobaczcie. 



 Zarys fabuły

Jane po stracie swojej najbliższej przyjaciółki, a jednocześnie rodziny postanawia opuścić miejsce, w którym do tej pory żyła. Chce zacząć żyć od nowa, w nowym kraju, z nowymi ludźmi. Propozycja Edwarda wydaje się być idealna: zmiana nie tylko kraju, ale i kontynentu, pełna dyskrecja oraz długoterminowa umowa. Gdzie w takim razie jest tu haczyk? I dlaczego umowa dla zwykłej opiekunki do dziecka jest obwarowana tyloma przepisami i obostrzeniami? Na te pytania Jane jest w stanie odpowiedzieć już po kilku dniach nowej pracy - warunki oraz atmosfera panująca we dworze zdecydowanie nie jest normalna. Jak więc w takiej sytuacji wychowywać dziecko? Z czasem okazuje się, że nie są to jedyne problemy i zmartwienia, które spędzają Jane sen z powiek. 

 Bohaterowie

"Brzydka ona brzydki on..." mniej więcej tak mógłby się zacząć opis głównych bohaterów powieści ;) 

Jane - młoda kobieta, która po zdobyciu wykształcenia oraz niewielkiego doświadczenia zawodowego postanawia postawić wszystko na jedną kartę i grubą kreską odciąć się od swojej przeszłości. Po stracie najdroższej przyjaciółki i jedynej rodziny leci na drugi koniec świata, aby poświęcić się całkowicie obcym ludziom. Kobieta zmaga się z wieloma kompleksami (głównie dotyczącymi wyglądu). Jednocześnie bywa uparta, śmiała i odważna - swoją pracę chce wykonywać wzorowo przez co prawie od razu podpada zleceniodawcy. 


Edward - mężczyzna w średnim wieku. Wykształcony, posiadający wielki majątek oraz życie, które wiedzie według dawniej ustalonych zasad. Trzyma się twardo utartych konwenansów, chociaż wcale mu nie odpowiadają. Skrywa wiele tajemnic, które czytelnik krok po kroku poznaje.  



Moje przemyślenia

Rozdroża mogą wydawać się standardową historią, w której los łączy ze sobą dwójkę osób, które nie powinny ze sobą być. Tak się może wydawać jedynie na pierwszy rzut oka! Ja w tej książce znalazłam historie przynajmniej o 3 różnych miłościach - znalazłam historię smutnej (i nieszczęśliwej) miłości, historię kobiety, którą owładnęło to uczucie, a także historię miłości najszczerszej i najprawdziwszej - miłości dziecka.
Augusta Docher w swojej książce pokazuje również, że w życiu możemy spotkać jeszcze jeden rodzaj miłości. Miłość, którą obdarujemy całkowicie obcych sobie ludzi, ale jednocześnie bliższych niż rodzina. Ludzi, którzy będą naszymi przyjaciółmi oraz rodziną z wyboru. Takie relacje niosą za sobą najsilniejsze emocje i mogą się przytrafić już nawet najmłodszym.  


Moja ocena

8/10. Książkę czyta się bardzo szybko, a sama historia sprawia że czytelnik nawet jak musi zająć się czymś innym to cały czas pozostaje w świecie Jane i Edwarda. Trzeba przyznać, że Augusta Docher potrafi zainteresować czytelnika swoją powieścią :) 
Oryginału nie czytałam, dlatego ciężko byłoby mi się do niego odnieść. Jednak czytając Rozdroża można zauważyć pomieszanie współczesności z dawnymi czasami. Wszystko jest jednak spójne i zgrane. Zdecydowanie jest to powieść, którą autorka przemyślała w każdym szczególe.
Jedyny moment, który mi nie zagrał w tej powieści to prolog. Sugerował totalnie inną historię, a w dodatku w samej książce odniesień do niego nie było (lub ja nie zauważyłam). 
Trzeba przyznać ze Augusta Docher zrobiła niezłą reklamę Charlotte Brontë. Pewnie sporo osób zdecyduje się na przeczytanie oryginału, gdy tylko skończy Rozdroża :) Sama muszę przyznać, że zaczynam o tym myśleć (pytanie tylko, kiedy ja na to znajdę czas...). A póki co... mój egzemplarz powędrował do babci, aby mogła umilić sobie letnie wieczory :)

Podsumowanie 

Komu polecam tę książkę? Wszystkim miłośnikom romansów oraz tradycyjnej literatury. Rozdroża pomimo tego, że są fanficiem zachowały wszystkie "starodawne" elementy książek o wielkich miłościach. Nie znajdziesz tu brutalnego seksu, agresji czy nie wiadomo jak skomplikowanych intryg. Będzie za to powolna akcja, rozwijające się uczucie, różnice w pozycjach społecznych. Zdecydowanie jest to książka dla niepoprawnych romantyczek.




Okładka książki/ebooka Rozdroża. Z klas(yk)ą w łóżku



Autor: Augusta Docher
Tytuł: Rozdroża
Wydawnictwo: Editio
Premiera: 14.08.2019
Liczba stron: 376
Bohaterowie: Jane, Edward


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Editio

poniedziałek, sierpnia 26, 2019

"Pani czterdziestu żywiołów" Witold Dworakowski

"Pani czterdziestu żywiołów" Witold Dworakowski
Cześć,

zapraszam na recenzję Pani czterdziestu żywiołów autorstwa Witolda Dworakowskiego. Muszę przyznać, że jest to pierwsza książka tego autora, którą miałam okazję czytać, ale patrząc na tematykę nie jest to wcale takie dziwne - w końcu nie jest to ani romans, ani erotyk, ani kryminał ;) Dzisiaj zapraszam Was do niesamowitego (i jeszcze nieodkrytego) świata kosmicznego.



Zarys fabuły

Pani czterdziestu żywiołów to opowieść o kilku przygodach dwuosobowej załogi statku kosmicznego "Demeter". Załogi niezwykłej, która działa na zasadzie przeciwieństw. Pomimo różnic potrafią się ze sobą porozumieć bez słów i rozwiązać sytuację "bez wyjścia", o czym świadczą coraz to nowe przygody, które ich spotykają. Dex i Karina wspólnie dbają i ulepszają swój skarb, a przy okazji źródło dochodu, czyli Demeter. Dzięki temu rosną ich możliwości, miejsce w rankingu, sława, a także... poziom trudności kolejnych zleceń. Ale szczegółów nie zdradzę - mogę napisać jedynie, że z każdą kolejną przygodą robi się coraz ciekawiej, a wszystkie prowadzą do... no właśnie :) O tym musicie przekonać się sami :) 

Bohaterowie

Erwin Dexmore - podobno najlepszy pilot w całej galaktyce. Bohater o niestandardowych umiejętnościach i dziwnym poczuciu humoru. Mężczyzna lubiący ryzyko, ale jednocześnie dbający o bezpieczeństwo swoje i swojej załogi. Przyjaciel, który byłby w stanie zaryzykować własne życie, aby uratować najbliższych.

Karina Wulf - genialna inżynier, którą fascynują wszelkiego rodzaju rozwiązania technologiczne. Ze względu na niewielkie możliwości finansowe często sama konstruuje nowe rozwiązania i ulepsza dotychczasowe. Kobieta, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, ale jednocześnie potrafi przyciągnąć do siebie innych.

Moja ocena

5/10 - Pan Witold (albo wydawnictwo) w notce biograficznej umieścił informację, że jest fanem Science Fiction oraz Fantasy. I faktycznie: od samego początku daje to odczuć swojemu czytelnikowi. Jego powieść od pierwszych stron cały czas przywoływała w mojej głowie obrazy i przygody Chewbacci i Hana Solo z "Gwiezdnych wojen". Początkowy opis zleceń, umiejętności i przygód bohaterów jest niemalże skopiowany. Autor na szczęście nie zaprzecza, że Star Wars stały się dla niego inspiracją i już na 70 stronie mamy bezpośrednie nawiązanie do tego filmu. Całe szczęście później Pani czterdziestu żywiołów zaczyna żyć własnym życiem i tych odniesień jest coraz mniej :) Jednak pierwsze (i drugie) wrażenie odniosłam negatywne - wcale nie miałam ochoty na powieść, która może być uznana za kopię "Star Wars".
Kolejnym dużym minusem był dla mnie brak wprowadzenia/wstępu. Nie został podany żaden rys historyczny, nie wiedziałam, ani gdzie się toczy akcja, ani na czym ona będzie polegała. Po prostu brakowało wprowadzenia, w którym autor poinformowałby czytelnika, że wchodzi w świat gwiezdnych wojen, że będą do niego odniesienia. Z opisu książki wiedziałam jedynie, że akcja będzie toczyć się w kosmosie.
Skąd więc taka (a nie niższa) ocena? Gdy już przeszłam przez pierwszą połowę, a historia zaczęła się rozkręcać okazało się, że jest wciągająca, a autor ma również własne pomysły na przygody bohaterów :) Gdy tylko wczułam się w świat Dexa i Kariny od razu zaczęłam żyć ich historią. Trochę żałuję, że o samej tytułowej bohaterce było tak niewiele, ale autor ewidentnie pozostawił sobie miejsce na kolejną część opowieści - aż jestem ciekawa jakie jeszcze przygody i problemy mogą spotkać załogę Demeter. Swoją drogą książka przyciąga do siebie jak magnez: nie wiem co w niej jest, ale nawet moja 1,5 roczna córka zamiast czytać Pucia sięgała po Panią :)


Podsumowanie

Książkę polecam początkującym fanom fantastyki oraz science fiction. Trzeba przyznać, że dla nich będzie to strzał w 10 (o ile nie przyczepią się początkowo do podobieństwa do "Gwiezdnych wojen" ;) ). Jest to też dobra lektura dla osób, które lubią powieści wybiegające wiele lat do przodu. Kto wie, czy świat nie będzie kiedyś na prawdę tak wyglądał i funkcjonował? 



Autor: Witold Dworakowski
Tytuł: Pani czterdziestu żywiołów
Wydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 363
Premiera: 14.09.2018
Bohaterowie: Dex, Karina

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Genius Creations


niedziela, sierpnia 25, 2019

Co zrobić gdy maluszek nie lubi spacerów?

Co zrobić gdy maluszek nie lubi spacerów?
Cześć,

2 tygodnie temu dzieliłam się z Wami swoimi przemyśleniami odnośnie prezentów na Baby Shower (widzieliście?). Dzisiaj zapraszam Was na wpis, który również powstał w ramach akcji Mamy z Canpolu radzą i dotyczy problemów ze spacerami.


Dosyć długo zmagałam się z problemem spacerów. Natalia ich nie lubiła, a najdłuższy spacer bez płaczu to 15-20 minut. Zdaję sobie sprawę, że to była moja wina, bo jej nie przyzwyczaiłam do spacerów: a to było za gorąco, za duszno, za mokro... wymówek znalazło się wiele. I potem długo za to cierpiałam. Jednak uwzięłam się i postanowiłam, że regularnie będziemy wychodzić. Natalia nie lubi spacerów? To polubi! W końcu po wielu próbach i kombinacjach udało Nam się wyjść na nieco dłużej niż 20 minut.

http://matkatatka.blox.pl/2007/09/ok-ok-juz-wiemy-spacer-w-wozku-nie-dla-furjatki.html


Co zrobić, gdy maluszek nie lubi spacerów?
Jak przyzwyczaić pociechę do spacerowania?




Oto kilka rad Mammy Pcheły, gdy dziecko (niemowlak) nie lubi spacerów:

1. Próbuj

Próbuj, próbuj i jeszcze raz próbuj :) Możliwe, że maluszek musi się przyzwyczaić do takiej formy aktywności. Nie rezygnuj po pierwszych nieudanych wyjściach. Spróbuj malca przyzwyczaić do spacerów i aktywności na zewnątrz. Może jest jakaś konkretna trasa spacerowa, która będzie podobała się maluchowi? Może spacer musi odbyć się w jakimś konkretnym czasie? Co możesz w takich sytuacjach zrobić?
- spróbuj chodzić na spacer różnymi trasami,
- zmieniaj tempo spaceru,
- wybieraj się na spacer o różnych porach - może któraś przypasuje dziecku :)

Jak było u Nas? Zauważyłam, że spacer był beee, ale siedzenie w wózku na podwórku już było ok (ciekawe, prawda?). Dlatego Nasze spacery mogą wydawać się dziwne, ale na dworku czas spędzamy: najpierw 20 minut na spacerze, a potem kolejne 20 na podwórku. I na spacer wybieramy się po drzemce. Spacer przed drzemką kończy się wielkim płaczem.

2. Sprawdź wózek i dostosuj go do potrzeb malucha

Sprawdź czy maluszkowi jest na pewno wygodnie w wózku. Może dziecku jest niewygodnie? Może dziecko nie widzi otoczenia? Może wiatr za bardzo wieje w twarz? A może chce widzieć mamę? Co możesz w takich sytuacjach zrobić?
- zmień gondolę na spacerówkę (pod warunkiem, że dziecko już siada),
- podłóż kocyk pod pupę - może dziecku jest za twardo?
- pamiętaj, aby osłaniać twarz malucha, ale tak aby nie zasłaniać mu oczu,
- jeżeli masz taką możliwość to spróbuj ustawić spacerówkę, aby dziecko było twarzą do Ciebie (czyli, aby jechało tyłem).

Jak było u Nas? W wieku 6-7 miesięcy przesadziłam Natkę do spacerówki. W gondoli zwyczajnie się jej nudziło. Dodatkowo spacerówkę wykładaliśmy kocykiem, dzięki czemu siedzisko było mięciutkie. Zawsze sprawdzamy też ustawienie pasów.

3. Zadbaj, aby czas na spacerze był atrakcyjny

Spraw, aby czas spędzony na spacerze był dla dziecka atrakcyjny. Jak to zrobić?
- mów do dziecka, rozmawiaj z nim, opisuj co się dzieje na zewnątrz,
- weź ze sobą zabawki dziecka (2-3), gdy maluszek zacznie się nudzić, podaj mu zabawkę,
- mocuj pałąki, do których możesz przyczepić wiszące zabawki,
- zmieniaj tempo spaceru.

Jak było u Nas? Właściwie cały czas spaceru spędzam na mówieniu: albo do Natki, albo do telefonu. Ten czas wykorzystuję na zaległe telefony rodzinne :D Natalia przyzwyczaiła się do tego, że cały czas gadam i daję jej rozrywkę :) Na początku spacery odbywały się u Nas w szybkim tempie (bo podobno takie są dobre, aby wrócić do formy po porodzie), ale z czasem zaczęłam zwalniać. I okazało się, że wolny spacer nie jest dla Natalii. Dlatego od czasu do czasu przyśpieszamy, a bywają nawet chwile, gdy biegniemy :)

4. Wychodź na spacer, gdy zaspokoisz wszystkie potrzeby dziecka

Pamiętaj, aby na spacer wychodzić, gdy dziecko jest zadowolone :) To znaczy: najedzone i w dobrym humorze :)

Jak to było u nas? Okazało się, że Natalia na spacer może wyjść, ale gdy jest wyspana. Spacer "na sen" był dla niej nie do przyjęcia.

5. Odpowiednio ubierz dziecko

Sprawdź czy kombinezon, w który ubierasz dziecko nie jest za ciasny, za ciepły, za gruby. Pamiętaj, że kombinezon powinien być dostosowany do pogody oraz... wygodny.

Jak było u Nas? U mnie on okazał się głównym problemem - okazało się, że moja córka nie lubi kombinezonów, które są "akurat". Ona woli jeździć na spacery w za dużym kombinezonie. Mało tego, okazało się, że córka woli ubierać najgrubszy kombinezon jaki ma, a pod niego zakładać jedynie body i rajstopy. Jak tylko zamienię kombinezon na cieńszy (niewiele cieńszy), a dorzucę spodnie lub/i sweter to ze spaceru nici. Latem za to wystarczył jej tylko bodziak i skarpetki.

6. Nie zmuszaj dziecka do wózka

Jeżeli mimo wszystko maluszek robi awantury, gdy chcesz iść z nim na spacer - odpuść. Postaraj się wtedy znaleźć inne rozwiązanie: chusta/nosidło. Lepiej odpuścić niż później mieć histerię od dziecka na widok wózka.

Jak było u Nas? W lato i w cieple dni jesieni korzystaliśmy z chustonosidła. Zimą część spaceru na rękach, a część w wózku.


źródło obrazka: http://www.modne.biz/pielegnacja-noworodkow/hartowanie-i-spacery-dziecka.html
A czy Wy mieliście ten problem? Czy Wasze dzieci lubiły spacery? A może była to forma aktywności, której nie tolerowały? Jak sobie z tym radziliście? 

Oryginalną poradę znajdziecie TU.

niedziela, sierpnia 11, 2019

Jaki prezent kupić na Baby Shower?

Jaki prezent kupić na Baby Shower?

Cześć,

dawno u Mammy Pcheły nie było wpisu związanego z macierzyństwem. A przecież to miał być główny temat bloga :) Tak... książki zdominowały nie tylko mój świat, ale również i moje miejsce w sieci :) Dzisiaj zapraszam Was na wpis, który powstał już jakiś czas temu w ramach porad na portalu Canpol Babies. Muszę się też przyznać, że do jego popełnienia skłoniła mnie dyskusja na forum Lovi, do którego serdecznie Was zapraszam :)


Czym jest Baby Shower?

W ostatnim czasie coraz częściej słyszy się o Baby Shower. Jest to przyjęcie organizowane dla przyszłej mamy przez jej znajome lub rodzinę. Główny cel takiego spotkania to obdarowanie przyszłej mamy najróżniejszymi prezentami. Dodatkowo taka prywatka ma służyć rozerwaniu młodej mamy czy wymienieniu ploteczek/żartów/doświadczeń. Na takim przyjęciu często jest dużo dobrego jedzenia i jeszcze więcej świetnej zabawy/gier i śmiechu. Takie party (moim zdaniem) warto zrobić koło 6-7 miesiąca ciąży, aby przyszła mamusia miała jeszcze trochę siły, by towarzyszyć i aktywnie uczestniczyć w zabawie.


Co przynieść / kupić na Baby Shower?


Uczestnictwo w Baby Shower najczęściej wiąże się z jednym, poważnym problemem: zakupem prezentu. Przyjęło się, że na takim przyjęciu prezent powinien dotyczyć maluszka lub macierzyństwa. Warto zapytać przyszłą mamę czy czegoś nie potrzebuje lub czy ma jakąś listę zakupową. Organizator przyjęcia powinien się również zastanowić, czy każdy z gości ma samodzielnie (osobno) kupować prezent, czy może zrobicie składkę i kupicie coś większego? Przy drugiej opcji możecie zdecydować się na jeden droższy prezent lub na tematyczną paczkę.


Jaki pojedynczy prezent kupić na Baby Shower?



Poniżej podaję kilka przykładów na indywidualne prezenty, które mnie (jako przyszłą mamę) ucieszyłyby na takim przyjęciu. Niektóre prezenty są drogie, dlatego możecie się na nie złożyć - to wszystko zależy od tego ile funduszy chcecie przeznaczyć na prezent.

- tort z pieluszek tetrowych
- tort z różnych akcesoriów niemowlęcych (smoczki, pampersy, pieluszki, gryzaki, zabawki, ubranka)
- poduszka do karmienia
- butelki i smoczki
- laktator (ręczny lub elektryczny)
- sterylizator
- niania elektroniczna
- kronika dziecka
- funkcjonalna torba do wózka (jeżeli mama takiej nie posiada)
- mata edukacyjna
- leżaczek-bujaczek
- karuzela do łóżeczka
- lampka nocna z delikatnym światłem


Jeśli prezent zbiorowy to jaki?



Gdybyście zdecydowali się na składkę i kupno jednego większego zestawu to poniżej propozycje Mammy Pcheły takiej paczki:

- zestaw jedzeniowy (krzesełko do karmienia, talerzyki i sztućce dla dziecka, kubeczki dla dziecka, śliniaczki, książki o rozszerzaniu diety, podgrzewacz do butelek i nie tylko)
- zestaw laktacyjny (butelki do karmienia, po kilka sztuk z każdego rozmiaru smoczków do butelek, laktator, sterylizator, femaltiker, poduszka do karmienia)
- zestaw kąpielowy (wanienka, stojak na wanienkę, zestaw przyjaznych kosmetyków dla dziecka, zabawki do kąpieli, mata antypoślizgowa do wanienki, ręczniki)
- zestaw podróżniczy (opakowanie termiczne na butelkę, pojemniczki na dania przy rozszerzaniu diety, torba spacerowa, parasolka/moskitiera do wózka, chusta/chustonosidło)
- zestaw pamiątkowy (sesja brzuszkowa, sesja noworodkowa, księga/kronika dziecka, ramki na zdjęcia, masy do robienia odcisków rączek i nóżek, koc z miesiącami do robienia zdjęć)
- zestaw bezpieczeństwa (bramki na schody, bramki do pomieszczeń, zabezpieczenia na kontakty, zabezpieczenia na rogi mebli, zabezpieczenia przed otwieraniem szuflad/szafek)
- zestaw do porodu (wyprawka dla noworodka, rzeczy niezbędne dla mamy do porodu)


Warto pamiętać, że baby shower to często sposób na skompletowanie tzw. wyprawki. Przed przyjęciem i kupnem prezentów warto porozmawiać z przyszłą mamą i dowiedzieć się co już ma, czego nie ma, a co planuje/chciałaby zakupić. Jeśli zdecydujecie się na jakiś droższy prezent to też warto o tym uprzedzić przyszłą mamę, aby przypadkiem sama nie kupiła tego produktu.


Jakich prezentów nie kupować na Baby Shower?

Osobiście zrezygnowałabym z takich prezentów jak:
- pampersy jednorazowe (nie wiadomo czy dana marka nie będzie uczulać i czy przyszli rodzice będą chcieli akurat z niej korzystać)
- ubranka (zazwyczaj rodzice już mają zapas ubranek dla potomka, poza tym nie wiadomo w jaki rozmiar celować)
- pluszaki (potem tylko leżą i zbierają kurz)



Muszę przyznać, że nie miałam organizowanego takiego przyjęcia. Nigdy wcześniej też nie pomyślałam, aby zorganizować je dla jakiejś swojej znajomej. A czy ktoś z Was miał takie przyjęcie? Spotykacie się z takim zwyczajem? Jakie macie wrażenia? Podobało Wam się? Może coś byście dodali do prezentowej listy na Baby Shower?


Psst: Oryginalną poradę znajdziecie TU.

czwartek, sierpnia 08, 2019

"Nazywam się milion" Karina Krawczyk

"Nazywam się milion" Karina Krawczyk
Cześć,

zapraszam Was na recenzję książki Kariny Krawczyk Nazywam się Milion. To moje kolejne spotkanie z wydawnictwem Dlaczemu i wcale tego nie żałuję! :) Sami przeczytajcie dlaczemu ;)




Zarys fabuły

Pascal Kirski osiąga same sukcesy zawodowe. Aktualnie wraz z kolegami rozpracowuje szajkę zajmującą się produkcją i sprzedażą dopalaczy. Niestety śledztwo nie do końca idzie po ich myśli, więc atmosfera w pracy robi się gorąca. Do tego dochodzi kilka spraw pobocznych i policjanci sami nie wiedzą za co mają się zabrać. Dodatkowo na posterunku zaczynają się problemy kadrowe. Coraz więcej funkcjonariuszy nie chce pracować w terenie, wykorzystuje swoje stanowisko czy zaczyna donosić na kolegów. Wszystko to ma wpływ na skuteczność ich pracy.

Główny bohater po pobycie w szpitalu i rekonwalescencji próbuje wrócić do pracy na pełnych obrotach, jednak jego entuzjazm jest niszczony przez obowiązkowe spotkania z policyjnym psychoterapeutą. Na szczęście, dziwnym zbiegiem okoliczności dochodzi do zmiany psychoterapeuty Pascala. Ta zmiana okazuje się być pomocna nie tylko w rozwiązaniu jego problemów, ale również w rozwiązaniu sprawy, nad którą pracują policjanci.

Co ma wspólnego psychoterapeuta z gangiem produkującym dopalacze? Kim jest Milion i co z tym wszystkim ma wspólnego? I dlaczego nazywa się Milion? O tym przekonacie się po lekturze książki Pani Kariny.

Bohaterowie

Pascal Kirski to jeden ze zdolniejszych policjantów w lubelskim komisariacie. Bez problemu rozwiązuje skomplikowane sprawy i znajduje morderców. Okazuje się jednak, że sukcesy, które osiąga na polu zawodowy nie przekładają się na jego życie prywatne. Od zawsze sam (ale nie samotny!) - wzór mężczyzny, który ucieka przed zobowiązaniami. Dopiero zmiana psychoterapeuty i poznanie Poli sprawia, że coś w jego życiu się zmienia. Zaczynają się w nim odzywać uczucia.

Milion to kobieta, która przebywa w szpitalu psychiatrycznym z powodu... amnezji. Młoda, piękna, sprawia wrażenie wykształconej. Z jakiegoś powodu nikt jej nie szuka, nikt nie zgłosił jej zaginięcia, nikt się o nią nie martwi. Jej psychika cały czas płata jej figle - pokazuje obrazy, których nie potrafi w żaden logiczny sposób wyjaśnić ani dopasować do siebie. Przez to Milion całkowicie odgradza się od otaczającego ją świata. Kluczem do jej wolności okazuje się Pascal Kirski oraz prowadzona przez niego sprawa.

Moje przemyślenia

Pani Karina w swojej książce sprytnie połączyła wątki kryminalne oraz romantyczne. Wszystko zostało podane w takich proporcjach, aby czytelnik nie mógł narzekać na nudę, ale także, aby nie miał wrażenia, że bierze udział w filmie szpiegowskim. Dodatkowo autorka dosyć mocno wplotła sytuację polityczną Polski oraz sytuację sportową na świecie w akcję swojej powieści. Czy to dobrze? Ciężko określić. Na samym początku próbowałam się doszukać wyjaśnień tych wstawek. Szukałam drugiego dna - jakiegoś powiązania z całą historią Milion. Niestety. Nie doszukałam się. Mimo to, gdy już przyzwyczaiłam się do takiej formy powieści przestało mi to przeszkadzać, a sprawiło, że na nowo poznawałam współczesną historię swojego kraju z punktu widzenia kogoś innego.

Nazywam się milion to nie tylko opowieść o miłości, poszukiwaniu prawdy, poznawaniu przeszłości, ale to także historia o uczuciach międzyludzkich. O podstawowych prawach, jakie powinny rządzić ludźmi. To książka, która opowiada o tym, że trzeba znać swoją historię, aby móc w spokoju żyć i odkrywać swoją przyszłość.

Moja ocena

7/10 - pomimo ciężkiego początku, który spędziłam głównie na ogarnięciu narracji i fabuły, książkę uważam za bardzo dobrą. Jeśli już czytelnik przebrnie przez pierwsze 60-80 stron to później będzie z górki. Do tego stopnia, że ostatnie 100 stron czyta się jednym ciurkiem :) Jednak nie jest tak, że wszystko jest idealnie. To co mi przeszkadzało to przede wszystkim wstawki historyczne oraz wstawki sportowe (mundial piłkarski oraz wyścigi kolarskie). Autorka poświęca im dosyć sporo uwagi, jednak nie doszukałam się wyjaśnienia dlaczego. Było to dla mnie całkowicie zbędne i niepotrzebne w tej historii. Na szczęście zazwyczaj te wątki znajdowały się w całkowicie osobnych rozdziałach, co (przyznaję się!) pozwala na rzucenie na nie okiem i zwyczajne... pominięcie. Cała akcja rozwija się głównie dopiero po połowie i dopiero wtedy czytelnik nie może oderwać się od książki.

Podsumowanie

Ponownie trafiłam na książkę, której nie mogę zaliczyć do literatury "takiej sobie". (Podobną książką, którą ostatnio czytałam był Dystrykt Warszawa.) Jest to książka, po którą za jakiś czas chętnie ponownie sięgnę, a póki co mogę polecić ją Wam i mojej rodzinie :) Komu jeszcze mogę ją polecić? Każdemu kto szuka niebanalnej historii i niebanalnych bohaterów, ale jednocześnie nie ma nic przeciwko małej dawce historii.


Autor: Karina Krawczyk
Tytuł: Nazywam się Milion
Wydawnictwo: Dlaczemu
Liczba stron: 503
Data premiery: 2019
Bohaterowie: Pascal, Milion


Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Dominice Smoleń oraz wydawnictwu Dlaczemu




środa, sierpnia 07, 2019

Co by było, gdyby Warszawa przestała istnieć - recenzja "Dystrykt Warszawa" Rafał Babraj

Co by było, gdyby Warszawa przestała istnieć - recenzja "Dystrykt Warszawa" Rafał Babraj
Cześć,

Dystrykt Warszawa od wydawnictwa: Genius Creations to jedna z niewielu książek, której nie mogłam się doczekać. Jak tylko do mnie dotarła, cały czas myślałam tylko o tym, aby ją w końcu przeczytać, ale nie ma tak łatwo. Musiała poczekać na swoją kolej! :) Czy spełniła moje oczekiwania? Czy warto było na nią czekać? Przekonajcie się sami!



Zarys fabuły

Warszawę ogarnęła Rana - kataklizm, który trudno zrozumieć i pokonać. Mieszkańcy są uwięzieni w zniszczonej i przemienionej stolicy, a żeby przeżyć zaczynają tworzyć grupy, w których na nowo organizują swoje życie. Gwarancją ich bezpieczeństwa mają być osoby będące Filarami oraz Kształtującymi. Wyjątek stanowią mieszkańcy budynku znajdującego się przy ulicy Broniewskiego. Zostali uwięzieni w swoim bloku oraz w dniu sprzed kataklizmu. Co noc czas cofa się u nich o 24h: lodówki same się zapełniają, ubrania ponownie brudzą, a popsute rzeczy naprawiają. Mieszkańcy nie wiedzą czym jest spowodowana taka sytuacja, ani co się dzieje poza murami ich domu. Żyją w całkowitej niewiedzy i ... izolacji.

Miasto wygląda jak po bombardowaniu - budynki zostały zniszczone, a drogi są pozastawiane porzuconymi autami. Tylko kilka nielicznych budowli nadal stoi tak, jak stało. Uratowany został m.in. Ratusz, Kościół oraz blok przy ulicy Broniewskiego. Każde takie miejsce może być jednocześnie azylem, jak i pułapką. Czy warto ryzykować i szukać w nich schronienia? Dlaczego akurat te budynki zostały oszczędzone przez Ranę?

Mieszkańcy Warszawy (każdy na swój sposób) próbują dostosować się do nowych warunków i zacząć normalnie żyć. Niestety Przemienieni oraz rozwijająca się Horda im to uniemożliwiają. Dodając do tego ciągłą niepewność o jutro, obawę o życie własne i najbliższych oraz konieczność rezygnacji z własnych marzeń nie jest to łatwe.

Jak sobie z tym poradzić? Jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości? Czy można zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć na nowo? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w książce :)



Bohaterowie

Dominik - młody, cichy i niepewny siebie student historii. Od wielu lat potajemnie zakochany w Ewelinie. Chłopak, który bardzo ceni sobie spokój oraz równowagę. Nie lubi zmian i dopóki nie jest do tego zmuszony nie wychyla się przed innych. Ma w sobie siłę i moc, z której nie zdaje sobie sprawy, a która będzie mu codziennie towarzyszyć.

Ewelina "Finka" - młoda, piękna dziewczyna, która czeka na "swój dzień". Niestety Rana sprawia, że zaplanowany ślub zostaje odwołany. Dziewczyna zawsze próbuje się dostosować do sytuacji i otaczającego ją otoczenia. Można powiedzieć, że bohaterkę spotyka najwięcej wydarzeń, które wpływają na jej zachowanie i charakter. Przechodzi największą zmianę wśród postaci książki: z grzecznej i posłusznej córki, staje się pewną siebie, odważną i walczącą kobietą.

Stanisław - emerytowany policjant, który większość problemów rozwiązałby najchętniej przemocą i siłą. Uważa, że wszystko powinno mieć swój porządek i ład. Niewątpliwie jest typem wojownika i osoby, która nie lubi ślepo podążać za innymi. Jest bohaterem, który od samego początku (jako jeden z nielicznych) zwraca na siebie uwagę i nie zamierza sugerować się innymi.

Moje przemyślenia

Po tym, jak bardzo wciągnęła mnie trylogia "Igrzysk śmierci" oraz "Niezgodnej" miałam dosyć spore oczekiwania, co do Dystryktu Warszawa. Wyobrażałam sobie, że to będzie historia o podobnej fabule, a jedynie miejsce akcji będzie bliższe mojemu sercu (Polska). Już pierwsze rozdziały pokazały mi, że to całkowicie inna historia i jeśli oczekuję morderstw, walk oraz dziwnego współzawodnictwa, to powinnam zmienić książkę.

Pan Rafał w swojej książce porusza temat kataklizmu, który ogarnął nie tylko jedno miasto, ale cały kraj i inne państwa. Kataklizmu, który teoretycznie nie powinien się nigdy wydarzyć, ale już nie raz można było przeczytać, czy obejrzeć podobne historie. Jednak w Dystrykcie nie chodzi o pokazanie walki między ludźmi, czy tego jak łatwo można nimi sterować. Historia skupia się przede wszystkim na tym, jak bardzo ludzie ulegają przemianie, gdy dochodzi do skrajnych sytuacji, do sytuacji zagrożenia. Autor w książce opisuje standardowe życie, jakie mogłoby Nas spotkać w sytuacji nadejścia takiego kataklizmu. Oczywiście są to jedynie wyobrażenia o tym, co by mogło być, gdyby... jednak w naszym aktualnym świecie wiele takich zachowań można już zauważyć. Jedni ludzie dążą do władzy, inni chcą być całkowicie niezależni i móc żyć według własnych zasad, a jeszcze inni chcą mieć "święty spokój" i żyć w swoim bezpiecznym azylu. Dystrykt Warszawa to opowieść o ludziach, ich charakterach i relacjach.

Moja ocena

6/10 - jak na mnie ocena dosyć niska, jednak uważam, że po książkę niewątpliwie warto sięgnąć. Niestety historia nie wciągnęła mnie tak, jak tego oczekiwałam. Cała akcja rozwijała się bardzo powoli, były momenty, gdy nie rozumiałam sensu niektórych wątków. Były też momenty (moim zdaniem), które niepotrzebnie komplikowały całą fabułę. Długie  rozdziały, które zostały zastosowane w tej książce zdecydowanie nie sprzyjały mi w czytaniu - tym bardziej, że jeden rozdział potrafił opowiadać o różnych (co prawda powiązanych ze sobą) wątkach. O wiele łatwiej byłoby, gdyby historia była podzielona na więcej rozdziałów. Kolejnym aspektem, który na samym początku mi przeszkadzał to bardzo niewielki opis miejsca, w którym rozpoczyna się akcja - nie potrafiłam sobie tego wyobrazić i "wejść" w życie bohaterów. Dopiero po wyjściu bohaterów z Izolacji wszystko się zmieniło i opisy stały się dla mnie idealne, a historia wciągająca :)  Nie można jednak przemilczeć faktu, że cała historia i fabuła jest inna od aktualnie masowo wydawanych książek. Styl Pana Rafała jest dosyć przyjemny i nawet użycie wulgaryzmów jest idealnie dopasowane do bohatera i sytuacji. Zasmuciło mnie jednak zakończenie - mam wrażenie, że nie wszystkie wątki zostały wyjaśnione do końca, a część tematów została potraktowana po "macoszemu". Przyznam, że liczyłam na jakieś spektakularne zakończenie, a jego w tej historii mi zabrakło.

Dodatkowym plusem książki jest jej wydanie: okładka budzi ciekawość, a grubszy papier sprawia, że pomimo tak wielu stron książka nie ulega zbyt szybko zniszczeniu. Wydawnictwo na samym końcu umieściło również kilka opisów swoich książek, dzięki czemu czytelnik od razu może nabrać ochoty na kolejne dzieła wydane przez Genius Creations :) Dodatkowo dla osób, które lubią wiedzieć co nieco o autorze: jedno ze skrzydełek okładki zawiera notkę biograficzną autora.

Podsumowanie

Pomimo mojej średniej oceny książkę polecam wszystkim, którzy szukają lektury innej niż pospolite romanse czy historie obyczajowe. Uważam, że w końcu trafiłam na coś innego i ciekawego i na prawdę jestem zadowolona, że mogłam przeczytać tę historię. Dystrykt Warszawa to połączenie kilku gatunków w jednej pozycji: możecie tu znaleźć i wątek miłosny, i wątek fantastyczny, i wątek akcji, i wątek katastroficzny. Dzięki takiemu połączeniu trudno wskazać jedną grupę docelową, do której książka mogłaby trafić. Uważam, że jest to dobra lektura dla osób w różnym wieku i o różnych upodobaniach :)



Autor: Rafał Babraj
Tytuł: Dystrykt Warszawa
Wydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 456
Data premiery: 30.06.2019
Bohaterowie: Dominik, Ewelina, Stanisław

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Genius Creations.


poniedziałek, sierpnia 05, 2019

Blogosfera Canpol Babies - edycja sierpniowa

Blogosfera Canpol Babies - edycja sierpniowa
Cześć,

w ostatnim czasie publikuję coraz mniej wpisów z zakresu macierzyństwa. Najwyższa pora to zmienić! :) Dzisiaj przychodzę do Was z informacją, że jak co miesiąc Canpol Babies poszukuje chętnych blogerów do udziału w swojej blogosferze.


Po 30 sierpnia zostanie wybranych 15 testerek oraz 15 organizatorek konkursów, z których każda otrzyma 1 zestaw zabawek. Przyznajcie - zabawki są cudowne :)

Ja już się zgłosiłam. Jeżeli ktoś z Was chciałby spróbować swoich sił w blogosferze to nie zwlekajcie i zgłaszajcie się jak najszybciej! :)
Copyright © 2016 Mamma pcheła , Blogger