poniedziałek, sierpnia 26, 2019

"Pani czterdziestu żywiołów" Witold Dworakowski

Cześć,

zapraszam na recenzję Pani czterdziestu żywiołów autorstwa Witolda Dworakowskiego. Muszę przyznać, że jest to pierwsza książka tego autora, którą miałam okazję czytać, ale patrząc na tematykę nie jest to wcale takie dziwne - w końcu nie jest to ani romans, ani erotyk, ani kryminał ;) Dzisiaj zapraszam Was do niesamowitego (i jeszcze nieodkrytego) świata kosmicznego.



Zarys fabuły

Pani czterdziestu żywiołów to opowieść o kilku przygodach dwuosobowej załogi statku kosmicznego "Demeter". Załogi niezwykłej, która działa na zasadzie przeciwieństw. Pomimo różnic potrafią się ze sobą porozumieć bez słów i rozwiązać sytuację "bez wyjścia", o czym świadczą coraz to nowe przygody, które ich spotykają. Dex i Karina wspólnie dbają i ulepszają swój skarb, a przy okazji źródło dochodu, czyli Demeter. Dzięki temu rosną ich możliwości, miejsce w rankingu, sława, a także... poziom trudności kolejnych zleceń. Ale szczegółów nie zdradzę - mogę napisać jedynie, że z każdą kolejną przygodą robi się coraz ciekawiej, a wszystkie prowadzą do... no właśnie :) O tym musicie przekonać się sami :) 

Bohaterowie

Erwin Dexmore - podobno najlepszy pilot w całej galaktyce. Bohater o niestandardowych umiejętnościach i dziwnym poczuciu humoru. Mężczyzna lubiący ryzyko, ale jednocześnie dbający o bezpieczeństwo swoje i swojej załogi. Przyjaciel, który byłby w stanie zaryzykować własne życie, aby uratować najbliższych.

Karina Wulf - genialna inżynier, którą fascynują wszelkiego rodzaju rozwiązania technologiczne. Ze względu na niewielkie możliwości finansowe często sama konstruuje nowe rozwiązania i ulepsza dotychczasowe. Kobieta, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, ale jednocześnie potrafi przyciągnąć do siebie innych.

Moja ocena

5/10 - Pan Witold (albo wydawnictwo) w notce biograficznej umieścił informację, że jest fanem Science Fiction oraz Fantasy. I faktycznie: od samego początku daje to odczuć swojemu czytelnikowi. Jego powieść od pierwszych stron cały czas przywoływała w mojej głowie obrazy i przygody Chewbacci i Hana Solo z "Gwiezdnych wojen". Początkowy opis zleceń, umiejętności i przygód bohaterów jest niemalże skopiowany. Autor na szczęście nie zaprzecza, że Star Wars stały się dla niego inspiracją i już na 70 stronie mamy bezpośrednie nawiązanie do tego filmu. Całe szczęście później Pani czterdziestu żywiołów zaczyna żyć własnym życiem i tych odniesień jest coraz mniej :) Jednak pierwsze (i drugie) wrażenie odniosłam negatywne - wcale nie miałam ochoty na powieść, która może być uznana za kopię "Star Wars".
Kolejnym dużym minusem był dla mnie brak wprowadzenia/wstępu. Nie został podany żaden rys historyczny, nie wiedziałam, ani gdzie się toczy akcja, ani na czym ona będzie polegała. Po prostu brakowało wprowadzenia, w którym autor poinformowałby czytelnika, że wchodzi w świat gwiezdnych wojen, że będą do niego odniesienia. Z opisu książki wiedziałam jedynie, że akcja będzie toczyć się w kosmosie.
Skąd więc taka (a nie niższa) ocena? Gdy już przeszłam przez pierwszą połowę, a historia zaczęła się rozkręcać okazało się, że jest wciągająca, a autor ma również własne pomysły na przygody bohaterów :) Gdy tylko wczułam się w świat Dexa i Kariny od razu zaczęłam żyć ich historią. Trochę żałuję, że o samej tytułowej bohaterce było tak niewiele, ale autor ewidentnie pozostawił sobie miejsce na kolejną część opowieści - aż jestem ciekawa jakie jeszcze przygody i problemy mogą spotkać załogę Demeter. Swoją drogą książka przyciąga do siebie jak magnez: nie wiem co w niej jest, ale nawet moja 1,5 roczna córka zamiast czytać Pucia sięgała po Panią :)


Podsumowanie

Książkę polecam początkującym fanom fantastyki oraz science fiction. Trzeba przyznać, że dla nich będzie to strzał w 10 (o ile nie przyczepią się początkowo do podobieństwa do "Gwiezdnych wojen" ;) ). Jest to też dobra lektura dla osób, które lubią powieści wybiegające wiele lat do przodu. Kto wie, czy świat nie będzie kiedyś na prawdę tak wyglądał i funkcjonował? 



Autor: Witold Dworakowski
Tytuł: Pani czterdziestu żywiołów
Wydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 363
Premiera: 14.09.2018
Bohaterowie: Dex, Karina

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Genius Creations


16 komentarzy:

  1. Zobaczyłam Star Wars i już wiem, że na 75% nie sięgnę. W ogóle nie czuję klimatu Gwiezdnych Wojen, bardziej mnie trzyma Star Trek. :D Poza tym, średnio lubię science-fiction, szczególnie jest napakowane fachowym, technicznym językiem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - jeśli chodzi o język i techniczne zwroty to autor tym razem nie miał taryfy ulgowej dla czytelników.

      Usuń
  2. Książka w moich klimatach czytelniczych, zatem chętnie umówię się z nią na spotkanie, nie teraz, bo mnóstwo innych publikacji czeka, ale tytuł będę mieć na uwadze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że książka wpasowuje się w Twój gust :) Na szczęście czyta się ją szybko, więc nie zajmuje dużo czasu :)

      Usuń
  3. Totalnie nie moja literatura. Si-fi jak najbardziej, ale jednak jako dodatek, myślę że, nie odnalazłabym się w powieści, która aż tak mocno osadzona jest w kosmosie. Zresztą jak twierdzisz, że jest to średnia książka to nie będę zaczynać od niej swojej przygody.
    Pozdrawiam, Klaudia z bloga https://czytaniejestmagiczne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Taką literaturę czytałam obowiązkowo w szkole i raz zdarzyło mi się przeczytać powieść si-fi, właśnie też dla osób, które rozpoczynają przygodę z tym gatunkiem ;) No mnie osobiście nie skradł on serca, jednak wolę obyczajówki i fantastykę, ale raz na jakiś czas coś mogę przeczytać ;) Ale skoro podobne do Star Wars, to moi rodzice z chęcią przeczytają - oni są fanami (a szczególnie tata ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tato też to lubi, więc jemu pierwszemu podrzuciłam tę książkę :) Ja ostatnio próbuję powoli przekonać się do si-fi oraz fantastyki - zobaczymy co z tego wyjdzie :)

      Usuń
  5. Uwielbiam czytać SF, a w Polsce wydaje się go tak niewiele, że właściwie bez trudu można poznać każdy tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Chociaż czasami się zastanawiam czy tak niewiele się wydaje, czy niewiele się o tych książkach pisze/mówi... Mam wrażenie, że po prostu są mniej rozreklamowane niż romanse czy kryminały.

      Usuń
  6. Klimaty Si-Fi to raczej nic dla mnie, nie przepadam za tym gatunkiem. Może kiedyś się przekonam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam SF ! Dawno nie czytałam nic, więc to będzie dobre odświeżenie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię, kiedy w czytanych przeze mnie książkach są nawiązania do innych tekstów (a najbardziej do tych, które kocham), jednak kiedy ktoś AŻ nadto się inspiruje, to już nie jest kolorowo. Fakt, można zaczerpnąć trochę wiedzy z danego źródła, ale nie na tyle, by ktoś poczuł, iż to powoli wchodzi na drogę niemałego plagiatu. A widzę, że szkoda, iż autor tak postąpił, bo kiedy przyszło do jego pomysłów, to udowodnił swoją kreatywność. No ale aktualnie nie mam ochoty tego sprawdzać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dziwi mnie to, że mimo iż sf i fantasy to gatunki o największych możliwościach popisu wyobraźni, to autorzy i tak idą w kopie czegoś, co już było. W tych gatunkach można wymyślić cały świat od zera, ale po co... Lepiej zerżnąć czyjś pomysł... Podziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety za tym gatunkiem nie przepadam. Robiłam kilka podejść i to fantastyka jest moim konikiem. Podróże kosmiczne nie są dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj to tym razem totalnie nie moja bajka. Omijam wszystko, co jest związane ze statkami kosmicznymi :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam Gwiezdne wojne, ale Gwiezdne wojny to Gwiezdne wojny i zostwmy je w spokoju. To klasyka science fiction i fantasy. Wolałbym, żeby autorzy zostawili jew spokoju i nie kopiowali, bo zazwyczaj nic dobrego z tego nie wyjdzie. Nie czuję się przekonana do tej książki i mimo, że kocham fantasy tutaj podziękuję. Kinga

    OdpowiedzUsuń

Liczę na szczery komentarz od Ciebie :) Dziękuję :)
Pamiętaj, że zostawiając komentarz automatycznie akceptujesz politykę prywatności.

Copyright © 2016 Mamma pcheła , Blogger