piątek, lutego 28, 2020

"Na lodzie" Małgorzata Falkowska

Cześć,

tym razem zapraszam Was na recenzję książki Małgorzaty Falkowskiej "Na lodzie". Premiera była 15 lutego 2020 roku. Od razu nasuwa się pytanie, czy to dobra książka na prezent walentynkowy? Czy to będzie kolejna przesłodzona miłosna historia? Sami zobaczcie :) 



Zarys fabuły

Lena jest wschodzącą polską gwiazdą jazdy figurowej na lodzie w parze. Jednak jak to w życiu bywa 3 tygodnie przed olimpiadą nieszczęśliwy wypadek dyskwalifikuje dziewczynę z zawodów, a w jej miejsce wchodzi Beata. Dziewczyna, która zajmuje jej miejsce nie tylko na lodzie, ale również w sercu partnera. Jednak to nie koniec złych wiadomości dla Leny. Aby móc podnieść się po upadku oprócz ciężkiej rehabilitacji kobieta zaczyna uczęszczać również na terapię grupową, gdzie poznaje Krzyśka. Niestety jej styl i pozerskie zachowanie nie przypada do gustu ani grupie, ani prowadzącemu terapię. Do czasu. Czy sportowy upór i siła walki pozwoli Lenie znów stanąć na nogi? Czy kobieta podniesie się z podwójnej straty? 

Bohaterowie

Lena - łyżwiarka figurowa, która zakwalifikowała się do Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Razem z Jackiem tworzą parę nie tylko na lodzie, ale i w życiu. Dziewczyna jest bardzo zadowolona ze swojego życia oraz swoich planów na przyszłość: lód to całe jej życie. Żyje swoją pasją i dla niej. Ludzie mają dla niej drugorzędne znaczenie. Na szczęście w pewnym momencie bohaterka ulega przemianie i zdobywa całe moje serce :)
Krzysiek "Luki" - były hokeista. Mężczyzna, który wie, co to znaczy stracić swoją życiową szansę. Sportowiec, który od 2 lat walczy każdego dnia, aby wstać z łóżka i żyć dalej. A mimo to potrafi pomagać innym. Bohater, który wywołuje w człowieku mieszane uczucia: niby przygnębiony, smutny, bez siły do życia, a jednak z jakąś wewnętrzną energią, którą dzieli się z innymi. Zraniony przez kobietę, a jednocześnie ufny. 

Moje przemyślenia

Tym razem moje przemyślenia nie będą dotyczyć poruszanych problemów, czy drugiego dna w historii. Po przeczytaniu Na lodzie miałam jedno przemyślenie: "Takiego końca się nie spodziewałam - ja się nie zgadzam!". A jednak po chwili w mojej głowie pojawiły się kolejne myśli. Mimo że historia mogłaby jeszcze trwać, to chyba dobrze że została zakończona w tym momencie. W chwili gdy emocje czytelnika są na maksymalnym poziomie, a zadowolenie z książki ogromne. Rzadko kiedy autorzy decydują się na takie zachowanie. Najczęściej, albo "usypiają" emocje czytelnika, albo kontynuują historię w kolejnym tomie. Tu autorka wyraźnie napisała, że kolejnej części nie będzie. A zakończenie... Zawsze można samemu napisać i podesłać autorce. Ciekawe czy myślała o podobnym ;)

Moja ocena

8/10 - bardzo dobra książka. Duży plus ode mnie na pewno za Toruń, za emocje i za bohaterów. Za polskość, która na samym początku rzuca się w oczy i gryzie, ale już po kilkunastu kartkach przestaje. Minus za ciężki początek. Początkowo historia wydawała się strasznie banalna, w dodatku napisana podobnym stylem do innej książki Pani Małgorzaty ("Zaskocz mnie"). Później nadal była banalna, ale... bardzo wciągająca. Już nie przeszkadzała polskość, nie przeszkadzał banał. Liczyli się bohaterowie i ich historia. Trochę denerwował mnie schemat, który już znam: dwóch narratorów (raz dziewczyna, raz chłopak), jeden bohater przeżywa love story, które w pewnym momencie zostaje zakończone, aż w końcu połączenie się dwóch bohaterów. Jednak zakończenie wbiło mnie w podłogę i mogę śmiało napisać, że całkowicie wynagrodziło wszelki schemat czy banał. 

Podsumowanie

Dla kogo jest ta książka? Dla wszystkich, którzy chcą spędzić przyjemny wieczór z książką. Dla osób lubiących konkretne postacie, konkretną historię, konkretne emocje. Ja mogę jedynie zdradzić, że mój egzemplarz już kursuje w mojej rodzinie, a pierwszą ocenę (bardzo pozytywną) zebrał od ... mojej babci :) Dlatego ta historia jest dobra dla wszystkich - bez względu na wiek :)  



Autor: Małgorzata Falkowska
Tytuł: Na lodzie
Liczba stron: 280
Wydawnictwo: Inanna
Data premiery: 15.02.2020
Bohaterowie: Lena, Krzysztof

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Inanna

5 komentarzy:

  1. Może nie teraz, bo stos zaległych książek wciąż czeka na spotkanie, ale za jakiś czas pewnie się zdecyduję na tę przygodę, zapowiada się przyjemne czytanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawiło mnie, bo o ile gatunek nie dla mnie, to chciałabym się trochę zanurzyć w ten łyżwiarski światek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka na pewno bardzo by mi się spodobała. Z przyjemnością zapamiętam jej tytuł. Brawo dla autorki za zakończenie i podkreślenie w niej polskości. Bardzo to doceniam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś kochałam jeździć na łyżwach, jednak brak czasu całkowicie mnie od tego odciągnął. Ale książkę z chęcią bym przeczytała, wydaje się dosyć przyjemna ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czuję klimatu tego typu miłosnych historii, więc raczej nie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń

Liczę na szczery komentarz od Ciebie :) Dziękuję :)
Pamiętaj, że zostawiając komentarz automatycznie akceptujesz politykę prywatności.

Copyright © 2016 Mamma pcheła , Blogger